poniedziałek, 4 maja 2009

Twojego Tate mozna wypozyczyc?

- Ladne sandaly
- od Taty czasem przyjedzie i cos przyniesie
- moj to nic mi nie kupuje, czasem tylko przyjdzie na chwile, ale dobrze ze przyjdzie...

Przysluchiwalam sie rozmowie dwoch dziewczyn, ja na to, moj Tata zawsze jest, dziewczyny odpowiedzialy troche zartem, "a Twoj Tata niechce popracowac jako Tata, mozna go wypozyczyc?"

Rozwody, separacje, slowa, ze jestem z 3 kompromisu...

Chyba, jak to by powidzialam moja mama jestes w czepku urodzona, moja rodzina jest cala bez rozwodu i moj Tata jest zawsze...

sciskam Was ;)

środa, 22 kwietnia 2009

Gdy lobuziak bierze w swoje rece rozaniec...

Chcialabym sie z Wami podzielic sytuacja, jaka sie dzis wydarzyla w oratorium. Dzis nasze lobuzy postanowilismy posadzic oddzielnie w klasach, tak ich podzielic, zeby tylko nie siedzieli razem, poniewaz gdy sa razem zaden nie jest w stanie zrobic pracy domowej. Na dzieleniu ich i umieszczaniu kazdego w innej klasie stracilysmy duzo czasu, pozniej i tak ich trzebabylo za rece wyprowadzac i tlumaczyc ze… natomiast gdy, ktoras z nas opuszczala na chwile klase, dzieci zaczynaly chodzic na rekach, biegac, skakac, wszystko co mozliwe…

I te moje lobuzy od ucieczek, szczurow i chodzenia na rekach, dzis wychodzac z jadalni zaczeli mnie prosic o branzoletke, gdy im mowie, ze to rozaniec i niemoge im go podarowac, bo to prezent. Jerson zaczal mnie prosic o rozaniec, a po chwili cala piatka zaczela krzyczec, ze chca rozaniec. Ja na to dobrze, ale siadamy i mowimy caly rozaniec. Poszlam wyciagnelam rozance takie na palec, pokazalam jeden i mowie podaruje, ale wczesniej mowimy caly rozaniec. Osoby sie temu przygladajace zaczely sie dyskretnie usmiechac, a ja razem z dziecmi zaczelam mowic rozaniec, piec tajemic. I to jest niesamowite, ze te same dzieci uciekajace, niesluchajace sie, siedzialy i wymawialy swoje intencje, w ktorych chca sie modlic, zamykaly oczy i rozkladaly rece, i sie modlily, i prosily o chleb na kazdy dzien, o pokoj, zeby sie ludzie nie bili, prosili za ksiezy, o to zeby mogly odrabiac swoje zadania… Zmowily caly rozaniec, dostaly swoje male rozance, szczesliwe krzyczac “dziekuje Aneta!” poszly do swoim domow, gdzie za podloge sluzy ziemia, a za dach nasze niebo niebieskie…


Czesto tu slysze, ze dzieci tu nie zmowia calego rozanca, nie wysiedza (to mowia dorosli)… i dzis przeczytalam takie zdanie, ze potrafimy zrobic bardzo wiele dopoki ktos nam nie powie, ze to jest za trudne lub niemozliwe… i tak sobie pomyslalam, ze tym dzieciom jeszcze nikt nie zdazyl powiedziec, ze rozaniec jest nudny i zadlugi, zeby go odmawiac… a my dorosli za nim zaczniemy mowic rozaniec najpierw zaczniemy rozwazac, ale przeciez jest taki dlugi i czesto ograniczamy sie tylko do jednego dziesiatka lub rezygnujemy z jego odmawiania…


Nativo, chcialbym jeszcze pare slow napisac o tym chlopcu. Wsrod chlopcow odmawiajacych rozaniec byl Nativo (jego imie pochodzi od Navidad znaczy Boze Narodzenie) Dzis pomagalam Nativo odrobic prace domowa. Rozmawiajac zapytalam, co robi twoja mama?, “pracuje w fabryce”, a co robi twoj tata? “nie mam taty” chwila milczenia, po chwili mowie, wiesz, ze masz tate, i to wielkiego? Pytam, wiesz jak ma na imie? “nie”, ma na imie Bog. I nastepnym razem kiedy ktos Cie zapyta czy masz tate powiesz, ze masz tate i ma na imie Bog. Po skonczonej pracy pytam chlopca masz tate, mowi “nie”, a to, co Ci mowilam, odpowiada “tak mam”.

Dzieci, ktore do nas przychodza potrzebuja rozmowy, chca byc zauwazone, czesto mysla, ze poprzez krzyk, bojki, zwroca nasza uwage. Tu jest rzecza czesta, ze dzieci nie zyja z obojgiem rodzicow, ze bardzo czesto to ojciec opuszcza zone i dzieci, dla innej kobiety. Nasze dzieci zyja w trudnym swiecie, zebrzac o chlep, i o ubranie. Starmy sie pomoc na ile mozemy, Pierwsza rzecza czlowieka jest zaspokojenie podstawowych potrzeb, oferujemy naszym dzieciom cieply posilek, pomoc w nauce, ale w tym wszystkim chcemy nauczyc ich godnosci, jako osoby i dziecka Bozego. Chce im dac rozmowe, ktorej czesto brakuje w domu, uwage, radosc i milosc. Moje lobuziaki sa moja szkola cierpliwosci.
Pozdrawiam Was
i nie myslcie, ze rozaniec jest zadlugi, zacznij odmawiac, a zobaczysz, ze czas, ktory sie wydaje czasem straconym na roznaniec, wnosi o wiele wiecej w Twoje i innych zycie.
Prosze o jedna dziesiatke w intencji naszych dzieciakow;)

poniedziałek, 20 kwietnia 2009

Moje Aniolki

Moje aniolki to okolo 4 chlopakow ze slamsow, ktorzy przychodza po poludniu do estudio dirigido, zeby odrobic lekcje. Nazwa ktora ich okreslilam jest troche na przekor, poniewaz moje aniolki to "diabelki wcielone" ktoregos dnia przyniesli szczura myslalam, ze to taki wysuszony szczur, okazalo sie ze sztuczny, ale tak zrobiony, ze wygladal, jak prawdziwy.

Dzis natomiast stwierdzili, ze foramcja jest nudna i zrobia mala ucieczke po Boskoni... na nieszczescie weszlam w nieodpowiednim momencie dla nich, i przylapalam ich na tym ... lecz tu czy profesor widzi czy nie, nie wazne, zaczeli uciekac, ale gdzie... zaczeli biegac po calej Bosconi, a ja sie zastanawialam co zrobic, zeby nie krzyczac naklonic ich do pojscia na formacje... koniec koncem udalo sie i posluszni poszli ze mna. Dostali mala kare... ale...

Pozniej spotkalismi sie w komedorze, jedli jak wyglodniale wilki, proszac o wiecej...

Pozdrawiam...

niedziela, 12 kwietnia 2009

Milosc ... dala sile, zeby biec, biec ...

do grobu Pana ...

milosc niosla Jana do Chrystusa.


Zycze zeby wielka milosc do naszego Pana dawala nam sile zeby wstawac i zyc kazedgo dnia dla niego i przez niego, dla osob do ktorych zostalismy poslani. Niech nasze zycie staje sie darem, niech nasza osoba i postepowanie bedzie darem dla drugiego czlowieka.

Zycze Wam tego szczegolnie w tym czasie...

piątek, 10 kwietnia 2009

Wielki Piatek

Moze zaczne od tego...

Wczoraj jak wracalam o polnocy do Boskoni po drodze wydzielismy grupe 9 osob z Bosconi, dzis sie okazalo ze zostali okradzeni z wszystkich pieniedzy i nie mieli jak wrocic, otoczyla ich grupa zlodzieji 15...

Nawet nie wyobrazacie sobie, jak mi glupio ze nie zatrzymalismy sie wczoraj... dzis chodzilam i przepraszalam ich za to..., a sama zaczelam sie zastanawiac dlaczego...?

Mysle, ze caly czas za malo znam miejsce, w ktorym jestem...

I czuje sie, jak na szkole u Pana Boga, ktory pokazuje zycie wielu ludzi tu jest twarde i ciezkie...



A ja wczoraj chcialam wracac na pieszo...



To tak chcialam napisac ze te swieta sa szczegolne i mysle ze w zyciu tak nie przezywalam tego okresu w ten sposob, napewno na to wszystko ma wplyw miejsce, i dzielace kilometry od Polski.

Tu w Peru w piatek sie nie sprzata wszystko juz musi byc gotowe, nawet sie mowi, ze czlowiek musi wczesniej byc umyty i czysty. Rozmawialam dzis z Pania ktora u nas gotuje, opowiadala mi jak ona wychowuje swoje corki np. ze w piatek nie mozna sie poklocic, ubierac rzeczy z intensywnycmi kolorami, mowic zbyt cieszkich zartow, poniewaz jak pozniej spojrzec na krzyz i na Jezusa, ktory wzial na siebie grzechy wszytkich nas.

Piatek tu w Bosconi ma byc dniem refleksji, wyciszenia, kontemplacji.

czwartek, 9 kwietnia 2009

Opowiesc z Narnii

Witam

Dzis Wielki Czwartek rano razem z Ania wybralam sie na slamsy. Dla dzieci przygotowalysmy film Opowiesc z Narnii. Ogladalam go w Polsce, ale nie ma to, jak sie oglada w domku na slamsach z okolo 50 dzieci, ktorzy tak przezywaja, klaszcza, ciesza sie, ze lew zyje a czarownica zostaje pokonana, natomiast dzieci z Narni staja sie krolewiczami i ksiezniczkami.

Piekna historia, bardzo chcialam, zeby dzieci choc na chwilke poczuly, ze sa swieta. Pamietam, jak bylam mala lubilam obejrzec dobra bajke w czasie swiat.

Niewiem czy ktos z was zauwazyl zwiazek miedzy opowiescia z Narni a historia zbawienia, to pytanie zadawalismy dzieciom, za kazdym razem znalazly zwiazek...

Ps. niestety nie mam zdjec, ale mozecie sobie wyobrazic niewielki domek, krzeselka, drewniana deska i okolo 50 dzieci w srodku na podlodze, w drzwiach, zapatrzonych w ekran telewizoru, zadajacych pytanie senorita a lew bedzie zyl? senorita kiedy bedzie wojna?...

W poludnie przed Msza Sw czyscilam kielichy, Ks Piotr przyszedl i powiedzial ze w tym bedzie dzis najwazniejsze... Pierwszy raz mialam okazje myc kielichy w wielki czwartek do Mszy Sw.

....

Tu w Piura w wielki czwartek chodzi sie do 7 kosciolow. ....

Przed chwilka wrocilam z pielgrzymiki po 7 kosciolach w Piura...

Niesamowite wlasciewie to chodzi sie odwiedzajac najswietszy sakrament, wchodzi sie do kazdego kosciola na chwilke adoracji, odwiedzalam razem z grupa mlodziezy z Bosconi. Ostatnim kosciolem bylo Sankturium Mari Wspomozycielki Wiernych, w tym kosciele zawsze jak wchodze czuje czastke polskosci, i tak tez bylo tym razem ...

Powrot kolega mi zaproponowal piesza,... ja na to pewnie wracamy pieszo, pozniej po dojsciu do postoju taxi wszyscy stwierdzili, ze jest za pozno i zbyt niebezpiecznie... oczywiscie w miedzy czasie mi wyjasnili co sie moze stac ... wrocilismy taksowkami bezpieczniej...

Pozdrawiam...

Z Panem...

poniedziałek, 16 marca 2009

Ksieza misjonarze...


Dojechalysmy do San Loranzo jak sie pozniej okazalo trwilysmy na cala wspolnote w komplecie. Trzeba miec wielkie szczescie spotkac sie z nimi wszystkimi w jednym miejscu. Wiem co pisze ...


Polscy ksieza...

Mialam szczescie spotkac sie z ksiezmi polskimi Ks Roman Olesinski i Ks Jozef Kamza, ktorzy zyja we wspolnocie San Lorenzo i pracuja jezdzac do swoich parafian rozmieszczonych wzdloz rzek i dzungli. Ksieza calym rokiem sa w trasie, taka wyprawa trwa jeden miesiac. Ksieza zyja i myja sie na lodzi, lub we wpolnotach. Wymeczylam ksiezy tysiacem pytan i stwierdzam ich zycie nie jest latwe i ich parafianie, wiekszosc nie ochrzczona, dopiero zaczyna poznawac chrzescijanstwo, Ks Kamza czesto powtarzal "jest tu pracy dla nas, dla naszych dzieci i dla naszych wnukow". Czesto sie zdarza, ze ksiezom udaje sie odwiedzic jedna wspolnote raz o dwa razy w roku.



Poznalam tez ksiezy Padre Luis Bolla, Padre Diego, Padre Nelson sa to ksieza ze wpolnoty ktora sie tworzy gleboko w dzungli i ktora pracuje z indianami achuares. Niesamowite nigdy w zyciu bym nie myslala, siedzac na spotkaniu w wolontariacie ogladajac film o ksiedzu Bolli, ze uda mi spotkac taka legende i jeszcze rozmawiac, dydkutowac i starac sie zaspokoic moja ciekawosc...
Ale czad...

Czlowiek legenda...

Ksiadz Bolla ma 84 lata w tym roku w sierpniu bedzie obchodzil 50 lat na misji. Na misji w Peru pracujac, zyjac z Achuares przezyl 24 lata. Niesamowity ksiadz i czlowiek mimo swego wieku ciagle zywy pelen energi pomyslow, szybki dalabym 30 lat. Byla jedna sytuacji pojechalam do siostr misjonarek hiszpanek ktore mieszkaja niedalego, po chwili przychodzi Ks Bolla pieszo. Nie jedna osoba mowi chcialbym miec takie zdrowie jakie ma ksiac Bolla. A ksiadz Bolla calkowicie oddal siebie Bogu, ewangelizacji, Achuarom ze nie ma czasu myslec o sobie, ale o innych. Ksiac napisal slowniki do nauki jezyka achuar, ostatnio skonczyl tlumaczyc Pismo Sw na jezyk indian. Ks Bolla zyje we wspolnocie, jak sie nie myle to w Kuyutsha. Ks. Bolla zyje tak jak indianie i robi wszystko zeby zachowac kulture i tradycje plemienia Achuar. Jednym ze sposobw zachowania, jest uzywanie stroju tradycyjnego indian we Mszy Sw.





Ksiac Bolla przez caly czas zyl sam razem z indianami, od ok 4 lat w Peru zaczal razem z nim pracowac ks Diego. Wczasie gdy bylam z wizyta w San Lorenzo Ksiadz Nelson mial swoja Msze Sw primicyjna, jest trzecim ksiedzem wyslanym do pracy z indianami.