czwartek, 25 grudnia 2008

Wigilia

Teraz strzelaja petardy juz tak od paru godzin...

Wigilia w Peru, troche dzien kryzysowy... od wczoraj nie funkcjonuje internet... nie mozna polaczyc sie z domem co chiwle na zmiene z dziewczynami pytamy sie " i juz jest internet?" ale interent zrobil sobie wolne...

postanowilam szybko w natloku zajec jechac do Piura kupic karte zeby moc zadzwonic do Polski. Wyrwalam sie sama zaraz po obiedzie, moj pierwszy wypat samotny do miasta, wziecie colectivo troche bylo podejrzane, poniewaz stal sobie taki samochod osobowy przy stacji benzynowej, czlowiek wychyla sie z samochodu i krzyczy ze jedzie do centrum, no coz ja udalam ze jestem nie zainteresowana. Colectivo odjezdza dopiero gdy jest pelne, i pochwili do samochodu wsiada kobieta wciazy, mysle sobie musi byc bezpieczne... dojechalam do centrum i tam spotkalam moje dzieci z oratorium, pracujace na ulicy, ich praca chyba polega na zebraniu, pytam sie mojego chlopca dlaczego ma pomalowane uszy na bialo, nie odpowiedzial, ale zauwazylam ze inny chlopiec tez ma pomalowane uszy nie wiem co to oznacza... wyptylam sie go czy przyjdzie na vacaciones utilles ma przyjsc...

Kupilam karty i wracam nie jest to latwe znalez odpowiednie powrotne colectivo ale udalo sie i takie swietne jak na Peru... wracajac na slamsach jest taki sklepik gdzie sprzedaje taka znajoma Pani zachodze tam czesto po wode i czasem sobie pogadam, dzis ide kupic wode, wiecie nie kupilam wody... przyszlam, a moja Pani placze ma jakis problem z rodzina... postalam porozmawialam, wody nie kupilam...

Wrocilam ide zadzwonic do domu mam karte w reku i zielono w glowie, jak mam uzyc ta karte, mysl a moze internet funkcjonuje... udalo mi sie polaczyc z domem na skype w Polsce juz 21 a u mnie 15, zdazylam w ostatniej sekundzie udalo sie chociaz chwilke porozmawiac. Cud czy co internet zadzialal?

Przez 9 dni tu w Peru byla nowenna, kazdego dnia byly rozdawane obrazki dla dzieci i doroslych, wszystko oczywiscie trzeba bylo zorganizowac obrazki projekt, szablony, ciecie, i stemplowanie. Dzis byl dzien kulminacyjny osoby ktore byly kazdego dnia mialy wszystkie obrazki tworzace calosc maja dostac cos na swieta. Stalam na furcie i wpuszczalam osoby, ktore mialy calosc, i nie sfalszowane. Po czym poznac ze nie sfalszowane, kazdy obrazek musi miec pieczatke, szczerze na poczatku sobie mysle idiotyczne stemplowac kazdy obrazek, przeciez to szpeci... ale po dziesiejszym dniu widze, ze nie ma wyjscia... Dzieciaki (i nie tylko dzieciaki) mialy po xerowane obrazki a stempeliki sfalszowane. Dla wszyskich osob byl przygotowane rozne rzeczy do domu, i losowanie. Ksiac czesto powtarzal, ze sa biedni i nie maja wiele...

Ja w miedzy czasie robie pare rzeczy naraz w puszczam na bramie, biegne xerowac, po chwili smaze rybe i wbiega ministrar do kuchni Aneta ksiadz cie wola, rece w mace, biegiem... dostaje klucze do bramy i ide do dzieci, poniewaz mamy sie martwia, czy ich dziecko jest... Na bramie wchodzi kobieta ja jej mowie ze nie moze wejsc, juz sie wszystko konczy, ona mowi ma dwojke dzieci wychowuje je sam, jest biedna, chodze pytam sie Ksiedza, nie mozna. Jej coreczka ustala i mowie do mnie ze zla jestm - mala. Nie moge nic zrobic. Wyprosilam kobiete, i po 5 minutach gdy wszystkie kobiety poszyly ksiadz mowi zeby zawolala ta kobiete, bo zostala jedna torebka dla niej. Szybko otwieram drzwi nie ma jej, gdzies daleko za zakretem znikajaca czerwona bluzeczka dziewczynki to musi byc ona, ale juz za pozno, w tym momencie wbiega magone(ministrant) z paczka, mowiac to dla tej kobiety. Wybiegamy na ulice, zatrzaskujemy za soba drzwi i biegiem wzdluz muru po piasku, gonimy moze zdarzymy... Udalo sie nam znalez mame z dwojka dzieci i wreczyc jej paczke. Ciekawe jest to ze zostala akturat jedna paczka dla tej jednej konkretnej mamy.

Biegiem konczymy przygotowania do wieczerzy wigliljnej, i oplatek z Polski taki jeden malusienki. Ale starczyl dla wszystkich...

Pozniej Msza Sw. i procesja wniesienie dzieciatka Jezus. Pieknie bylo, dzieciaki znajomi przyszli usciskali i wszyscy sobie zlozylismy zyczenia, a przy okacji Ksiadz mnie zlal swiecona woda, poniewaz tu jest po Mszy Sw taki zwyczaj ze Ksiadz chodzi i swieci ludzi, wiec jak sie rozpedzil to ...

Tu o 12 peruwianczycy zaczynaja kolacje indykiem czekolada i panetonem. A o 12 takie petardy jak na sylwestra... i teraz jeszcze gdzies w oddali slysze cichnace odlosy wystrzalow.

Mimo ze jestem tak dalego caly czas sobie mysle jak w Poslce, i pamietam o Was wszystkich, o mych bliskich. Minela dzis moja pierwsza wigilja po za domem.

Niech Wam Bog Blogoslawi!

wtorek, 23 grudnia 2008

Checolatada

Checoladata w tym czasie bardzo duzo dzieci okolo tysiaca otrzymalo kupek z czekolada i pysznego paletóna, mniam palce lizac...

a pozniej paczuszke z prezencikiem...

I ta radosc i blysk w oczch i slowa "dziekuje señorita!" w tym momencie nie wazne nie przespane noce, zmeczenie...

Dobranoc ....;)

poniedziałek, 15 grudnia 2008

W biegu...

Czas przed swiateczny dopiero tutaj widze ile to jest przygotowan, dodatkowych czynnosci, zeby wszytko bylo jak nalezy.

We wspolnocie mielismy peruwianska kolacje tu sie je takie ciasto, jak paletón i popija czekolada, pycha...;)

Brat, ktory tutaj byl i pracowal przez rok wyjechal do domu, a pozniej rusza w dalszy etap przygotowan do poslugi kaplanskiej. Widac tylko po katach placzace dzieci, i tylko mi mowia señorita tylko ty nie wyjezdzaj...

Dzis dostalam pierwszy list z Polski niesamowita radosc, dziekuje nadawcy;)))

Rowniez dzis razem z moimi pomocnikami cielam w sumnie 400 obrazkow do noweny, i tak zabraklo, mam na jutro przygotowac wiecej...

W miedzy czasie przygotowuje letrelos i dla kazdego dziecka solapin na czekolatade, to jest dzien, w ktorym ponad tysiac dzieci dostanie cos pysznego i dobrego... ale do tego czasu jest tyle pracy, ze dzieciaki mnie widza tylko w biegu... i sie smieja... a co do smiechu, to sie dziwia z mojego smiania i prosza, zebym sie smiala... hi hi hi...

Pozdrawiam z Piura i sle wam troche slonca Peruwianskiego....

Z Bogiem

Ps Letrelos - to takie kolorowe tablice dla roznych grup. Solapin - identifikator.

czwartek, 11 grudnia 2008

Dobranoc....

Witajcie...

Mysle sobie co Wam napisac?

Chce juz isc spac, pozno i zmeczona jestem. Juz wiem, co napisze teraz jest tzw. Campania pavos oznacza to, ze jutro bedzie rzeznia, a nastepnie sprzedaz. W wyniku wszystkich zajec zostalam samiusienka w bibliotece, pierwszy dzien rece zalamac, wrzask, zero spokoku. Na drugi dzien przygotowalam sobie karteczke, ktora postawilam na biurku z jednej strony Silencio - Cisza a z drugiej Por Favor! Jedna karteczka, a zrobila swoje, dzieciaki wchodzily z taka cisza, nie wiem, na jak dlugo to pomoze? ale w tej chwili jestem zaskoczona, ze dziala, a jednak...

Robilam dzis rowniez za taka ostra i bez slowa odsylam dzieci do salonow-klas, jest jedna zasada, a mianowicie, ze ksiazki przychodza wypozyczac tylko profesorzy, czesto lamia ta zasade, i .... dzis odsylam wszystkie dzieci, mowiac, ze tylko profesor moze tu przyjsc i wypozyczyc... , smieszna sytuacja, poniewaz jeden z profesorow napisal dziecku upowaznienie do wypozyczenia ksiazki;)

Teraz tez poswiecamy duzo swojego czasu na pisanie list do czekolatady dla dzieci, rowniea przepisywanie list obecnosci na komputerze. W odroznieniu od calego Peru w Bosconi wszystko musi byc udekumentowane i na wlasciwym miejscu.

Dzis ubieralismy choinki, nie czuje tu swiat, tylko jak ubieram choinki spiewam sobie polskie koledy po cichutku, cicha noc, swieta noc pokoj niesie ludziom.......

wtorek, 9 grudnia 2008

Regalo Para Mi MAMA

Moja mam miala jakis czas temu urodziny i to jest czastka prezentu urodzinowego mojej mamy, ktora sie dziele z Wami. Chlopacy graja jedna pioseke dla mojej Mamy;)

Nie ma rzeczy nie mozliwych!

Pozdrawiam

Dzis jak zwykle codzienne obowiazki i zadania. Wiecie troche sie wstyt przyznac, ale ja to troche spioch jestem i rano to tak mi ciezko wstac, dzis wpadlam na Msze w ostatniej minucie, jak juz sie zaczynala, ale sie pocieszylam tym, ze nie tylko ja sie spoznilam....

Rozniez dzis sama wyszlam na slamsy kupic wode...., i w takim skepiku sprzedaje taka pani Edyta, bardzo mila osoba. Pogadalam sobie przy okazji z ludzmi.

Pozniej chcialam pomeczyc Brata zeby pouczyl mnie troche grania na gitarze, ale Brat zapracowany przy listach, ja ze swoimi juz sie uporalam. Robimi takie listy dzieciakow, poniewaz w najblizszym czasie ma byc czekolatada, dzieci dostana cos pysznego;) Listy sa potrzebne, poniewaz bedzie duza liczba dzieci, a kiedy sie gdzies cos daje nie wiadomo skad biora sie dzieci, osoby, ktorych wogole nie znamy. Czekolatada jest nagroda dla dzieci, ktore przez caly rok przychodzily do oratorium.

Dzis w tej calej codziennosci dostalam prezencik z narysowna owca i slowami z Psma Sw. mniej wiecej znaczenie takie Pan jest pasterzem i oddaje zycie swoje za owce swoje. Tak czasem wydaje mi sie, ze juz nic nie jest mnie wstanie mnie zaskoczyc, a kazdy dzien niesie ze soba pewna nie wiadoma, moze jakas przygode?

Nie pisalam Wam w poniedzialek mielismy wielkie swieto oratorium. Przybyla duza grupa dzieci, grac i bawic sie wspolnie. Tego dnia rano byla Msza sw. 8 grudnia jest dniem gdy Ks Bosco spotkal Bartolome Garelli i wszystko sie od tego zaczelo. Nasze oratorium nazywa sie Bartolme Garelli, dzieciaki skladaly dary na Mszy sw. i... jedan z darow nam zniknal, tak pol godziny przed Msza, przeszukalysmy wszystkie katy nie ma. Agnieszka przekonana, ze przyniosla do mieszkania, a tu znalez nie mozemy. Szukalysmy pieknie napisanej na bilalej karcie Zdrowas Mario, znalazlysmy Agnieszka przyniosla to w nocy, tylko zostawila na parapecie, na zewnatrz......... i pies zrobil swoje, dziury, slady psich zebow, poszarpany jednym slowem rece zalamac. Szkoda mi starasznie bylo wlozonej w to pracy jednego z chlopakow, coz zabralam sie za renowacje...... Agnieszka sie smiala, ze dokonalam cudu. Pieknie namalowany napis, pogryziony przez psa, wypasowany zelaskiem, opalony swieca..... zostal zlozony w ofierze....


Sciskam wszystkich mocno ... nie ma rzeczy nie mozliwych;)

poniedziałek, 8 grudnia 2008

Posdrawiam!

Pozdrawiam korzystajac z krotkiej chwilki opisze troche wczorajszy dzien.

Zaczal sie jak z filmu porane zaspanie na modlitwe, poranny prysznic, z ktorego w pewnym momencie przestaje leciec woda;) tak czasem bywa jest tu studnia, ale czasem nie ma wody zazwyczaj w poludnie, ale tym razem podobno byla gdzies awaria i ktos zakrecil wode. Nie ma to jak odpowiedni moment....

Pozniej msza i pilnowanie dzieci z naszego oratorium Bartolome Garelli, jednej dziewczynce cos zaszkodzilo sniadanie i byla niespodzianka w kaplicy, cala zawartosc sniadania na lawkach...
Nastepnie oratorim popoludniowe przygotowania merienda-cos slodniekgo, pompowanie pilek, zprawdzanie glosnikow, i ruszamy na ¨Casa¨ zawozi nas Ksiadz samochodem. I wczoraj siedzac wsrod dzieci, grajac z nimi uswiadomilam, ze to troche tak jak ksiadz Bosco robil oratorium w niedziele, ciagniemy to co On zaczol....

W trakcie oratorium widzialma jak przed nami grupa choros, okrada prawdopodobnie caly zarobek dnia, faceta, ktory jezdzi moto taxi. Taki motor z butka. W bialy dzien na oczach naszych i dzieci okradaja.... uciekli. Zaczela sie zbierac kolejna gruba... pomiedzy soba rozgrywaja wszelkie problemy rzadza sie swoimi zasadami.

Wrocilysmy do Bosconi, odprowadzili nas animatorzy, jeden z rodzicow (Agnieszko czytasz bloga jest to rodzic, ktoremu podarowalas polska muzyke).

Napisze jeszcze ze ok. 5 chlpocow z Cepro pojechalo do Arekipy na zaproszenie Ks Andrzeja, Ks z Polski.

Pozdrawiam

Z Bogiem

Nie martwie sie o mnie ja jestem bezpieczna, bardziej sie martwie o dzieci mozecie sie czasem za nie pomodlic.

Sciskam Anet.

poniedziałek, 1 grudnia 2008

Lewa noga, roza i mysz.

Witam Was!!!!!

Siedze teraz w Comunidad dopiero co po kolacji, ach jak to dobrze dzis nie zmywac.... Dzis zmywaja bracia. Mamy taki system ze zmywamy na zmiane z Bracimi a jak fajnie;) Kobiety nie dajcie sie facetom czasem trzeba odpoczac od zmywania naczyn. A system zmianowy sie tu sprawdza i braciom rownie dobrze idzie zmywanie jak nam;)))

To tyle o zmywaniu........

Dzis wstalam lewa noga, zla jak osa i idac do dzieci myslalam tylko zeby z czyms nie wypalic... A tu nie uwiezycie jedne kochane dziecko dzis przynioslo mi roze i caly moj zly humor prysl, jak zly sen... Ach te dzieci...

Oratorium popoludniowe i siedzac tak bez zycia w biblotece przyszli chlopcy zadawac swoje prytania ile mam lat i itp.

Pozniej soptkalam znajoma dziewczne i umowilam sie z nia na nauke grania na gitarze po oratorium,.......... po oratorium znalazlysmy odpowiednie miejsce, w miare spokojne i rozpoczelysmy nauke, gramy sobie w spokoju, az tu nagle za nami siedzi sobie myszka, jak nigdy nic chyba troche zasluchana, narobilysmy takiego wrzasku, ze nie wiem kto sie bardziej wystraszyl. Uspokoilysmy sie mysz sobie poszla w swoja strone, a my gramy dalej......... po chwili dolaczyl sie do nas jakis chlopak, i w tym momencie mysz zrobila sobie maly spacerek przy nas, ja juz postanowilam zmienic miejsce grania. Chlopacy zlapali mysz i wrzucili do kosza iiiiiiiii................

w tym momencie musze leciec na soptkanie organizacyjne

Dobranoc!!!

piątek, 28 listopada 2008

Swieczka

Zblizaja sie swieta, tu w Peru jeszcze ich nie czuje, w Polsce pewnie reklamy telewizja wszystko krzyczy. A tu cisza nie ogladam telewizji, tylko przygotowania w oratorium mowia, ze zbliza sie wazny dzien. Tu z kazdym dniem jest coraz cieplej, wlasciwie goraco, o ktorym slysze sie zbliza. Nie pada tu deszcz, jak przyjechalam na poczatku rankiem zdarzalo sie, ze cos kropilo, ale od dawna nie spadla ani kropla. Bez obaw woda tu jest dostepna.

Te zdjecie zrobilam podczas wizyty duszpasterskiej na ¨Casa¨w tym domu byla tylko swieczka. Sa domy, w ktorych nie ma nic.... np. pradu i na swieta bedzie tylko taka swieczka, jedna swieczka......

Dobranoc;)

Ps. Wiecie lubie ta hiszpanska wymowe. Np Buenas Noches........ tak fajnie brzmi;)

Dla Was moje Buenas Noches (Dobranoc). Upsss chyba u Was juz dzien a wiec Bunos Dias (Dzien dobry). U Was zaczyna sie dzien a u mnie dochodzi polnoc. Ciekawe........;)

Z Bogiem.

Za klauzura.

Sechura polozone 8 km od pacyfiku. Miasteczkow rybackie niewielkie, skromne, ruch na ulicach spokojny, ozywa w okresie letnim. W tym wlasnie miasteczku zyja siosty, 8 siostr Benedictinas Adoradoras del Sagrado Corazón, znaczy Benendyktyki Adoratorki Najswietszego Serca. Jest to zakon kontemplacyjny, zamkniety. Lecz mi zostala dana ta laska wejscia za klauzure, przezycia pare godzin, wsrod siostr, zyjac ta cisza i kontemplacja, w ktorej zyja tu w Peru siostry juz 30 lat. Wiekszosc swojego czasu siostry spedzaja na modlitwie. Cale ich zycie jest modlitwa, cisza, kazdy gest tak wiele znaczy.

Siostry trwaja na adoracji 24 godziny na dobe, przez 30 lat. Mostracja z Jezusem umieszczona jest w glownej czesci malego skromnego kosciolka. Na filarze na ktrorym znajduje sie monstrancja jest umieszczony wyrzezbiony kontynent Ameryki Poludniowej. Na bocznych filarach gdzie pala sie swiece umieszczona jest z prawej strony flaga Watykanu i napis za Papieza i Kosciol Katolicki, z lewej flaga Peru i tabliczka za Peru i Ameryke Lacinska.

Siostry nie wychodza na zewnatrz, nie robia zakupow, nie jedza nic z zewnatrz, staraja sie uzywac produktow, ktore same wyprodukuja. Zyja w bardzo surowych warunkach, bardzo skromnie. Nie maja duzo wody tylko w okrslonych godzinach, choduja kury i ryby. Pieka same chleb, uprawiaja wlasny ogrodek.

U siostr bylam z Agnieszka, zmeczona biegiem, brakiem spokoju. Pojechalam do siostr nie myslac, ze to jest az tak zamkniety zakaon. Dostalam swoja cele:) do spania. Uczestniczylam w modlitwach, w ktorych prawie wszystkie sa spiewane. Kazdy gest ma znaczenie, kazdy sklon glowy, usmiech. Siostry zyja w milczeniu, jesli mowia to tylo o sprawa koniecznych. W ciagu dnia maja po poludniu nie cala godzine na rozmowe.

Wieczorem po nieszporach poszlysmy na zachod slonca, siostry maja swoj zakon na wzgorzu skad widac pustynie na 8 km i w oddali zarysowujacy sie ocean. Poszlam na najpiekniejszy zachod slonca, patrzac jak konczy sie dzien i zaczyna sie noc. Przyszla siostra popatrzec na zachod slonca zauwazyla nas i przylaczyla sie do nas, siedzac z nami powiedziala, ze jest tak opowies i taniec kondora, ktorzy tanczyli Peruwianczycy w czsie najazdu przez Hiszpanow. Taniec Kondora jest to taniec o wolnosc.

Wielkim to dla mnie bylo doswiadczeniem, wyszlam od siostr otrzymujac to co pragnelam, spokoj i wielka cisze w sercu, ten spokoj mi towarzyszy caly czas. Cisza ktora przenika wszystko, ze czlowiek patrzy na rzeczy znajome i dostrzega duzo wiecej, niz wczesniej. Dostrzga rzeczy, ktorych wczesniej nie zauawazal. Doswiadczylam wielkiego skarbu Kosciola Katolickiego, jak silny jest Kosciol Katolicki w takiej modlitwie i wyrzeczeniu tych siostr. Siostry adoruja Najswietszy Sakrament caly czas, w dzien zmiejniaja sie co pol godziny, natomiast w nocy co godzine, mozna uslyszec w nocy slowa wezwania po lacinie Pan wzywa, Pan czeka (nie znam konkretnie tych slow).

Odchodzac od siostr, od siosty przelozonej otrzymalam blogoslawienstwo, a od siosty generalnej, ktora w tym czasie przybyla z Angli z wizyta slowa „Szukaj woli Boga w swoim zyciu”

Dziekuje Bogu za laske doswiadczenia tak wielkiego, ktora zostanie na zawsze w mym sercu i bedzie mi towarzyszyc w mej drodze zycia.

Jak niesamowita moze byc modlitwa, ze nawet jedzenie jest modlitwa, rzeczy codziene. Od tych siostr i wsrod nich emanuje taki spokoj, radosc, spelnienie, nic im nie jest potrzebne. A jedzac w ciszy z nimi posilek doswiadczylam smaku chleba tak intensywnie pachnacego, smaku owsianki tak slodkiej.

Po wyjsciu od siostr z Aga poszlysmy na kawe. Poszlysmy do Pana, do takiego miejsca ktore wygladalo jak mieszkanie zamienione na sklep. W ten sposob pilam kawe przygotowana wedlug specjalnej mikstury. Kawa tez mial swoj intensywny smak i zapach.

Nastepnie ruszlysmy w dalsza droge na plaze, poniewaz dla dzieci organizowalismy wyjazd nad pacyfik, dzieci mialy dojechac my na nie czekalysmy. Przyjechalm na plaze pusta, nie turystyczna pusta gdzies w oddali rybacy, w poblizu domy puste, krzyk mew

W 1983 roku byl efekt el niño, na osiem kilometrow znieszczyl wszystkie domy, cale miasteczo nad morskie, zostaly tylko puste domy. Tak wiec dotarlam na pusta plaze w ciszy, z wiatrem wiejacym prosto w twarz, i bezkres oceanu........

Dzisiejszy dzien przezylam najintensywniej w zyciu czujac zapach kawy, wiatr, cisze, piekno, ludzka codziennosc, trud prace, dziecienca radosc. Dzien pelen zapachow i spokoju. Na koniec w autobusie pszyszla do mnie mala dziewczynka i usnela mi na kolanach.



Zachod slonca nad oceanem spokojnym. Zdejcie zrobione ze wzgorza gdzie zyja siostry.


Dobranoc

Zycze Wam ciszy w sercu i spokoju.

Dzieki Ci Panie za laski, ktore otrzymuje od Ciebie.

Z Bogiem.

18.11.08 Juz ponad miesiac

Pozdrawiam


Jestem juz ponad miesiac wsrod peruwianskich dzieci. Mam juz za soba szok kutrurowy, choc mysle, ze jeszcze nie jedna rzecz mnie zaskoczy. Wspominam sobie w wolnych chwilach Polske i mysle o mych bliskich. Chwil wolnych jest nie wiele, a dzieci tu sa miernikami mojego nastroju, wszystko zauwaza, jesli jestem smutna odrazu sie pytaja dlaczego? i po chwili krzycza seniorta nie smuc sie!

Codzienie na powitanie tysiace calusow od dzieci, a niektorym jest malo jeden i podchodza po kilka razy:) Dzis zamykalam drzwi na zakonczenie oratorium, nie bylam w stanie zamknac drzwi, dzieciom ani sie mysli stad wychodzic. Mialam bezlitosna pomoc w chlopaku, ktory od razu postawil wszystkich za drzwiami. W roznych sytuacjach nie wiem skad pojawiaja sie takie anioly, ktore mi pomagaja. Rowniez dzis przydzielalam profesorow do klas, nie pojawil sie rzaden student z uniwersytetu, nie przyszlo paru profesorow z Cepro, co oznacza, ze mam 3 klasy bez nauczycieli. Troche pokombinowalam z listami polaczylam tu i tam, ale i tak jedna klasa zostala dla mnie. Dzis bibloteka funkcjonowala bez mojej pomocy.

Zadaniem takiego nauczyciela jest pomoc w nauce, odrobieniu lekcji, udostepnienie ksiazek w blibiotece. Dzieci tu nie wyporzyczaja ksiazek do domu, poniewaz ksiazek by nikt nie zobaczyl drugi raz. I tak trzeba pilnowac tych ksiazek, ktore sa, poniewaz moga zniknac nie wiadomo kiedy i gdzie. No wiec ja nie jestem biegla w hiszpanskim, a na mojej glowie ok. 20 dzieci. Wracam z biblioteki patrze, a moje aniolki takie grzeczne, znalazl sie tam pewnien czlowiek powiedzial tylko jedno slowo i takie spokojne?

Peru jest miejscem bardzo dziwnym, roznorodnym oraz pieknym krajem. Ludzie sa tu bardzo piekni, radosni a niektore dzieci tak rozbrykane, ze sie zastanaiwam skad biora tyle energii. Czasem biore, lapie je pod ramie jak worek i niose do wyznaczonego miejsca. Oni wtedy maja frajde. Lubia sie rzucac wieszac na szyji, przytulac. Tak sie zastanawiam czy w domu maja tak malo milosci, ze niektore dzieci przychodza do mnie i zebrza ¨pocaluj mnie!¨ Caluje, przytulam, sciskam i sie smieje.


Wyobrazcie sobie teraz otaczajaca Was ok 100 dzieci, ktore chca chociaz usciknac kazdemu z Was reke, a nie ktore dzieci tak mocno przytulic i nie puscic. Sciskam Was takim usciskiem dzieci z radoscia, z jaka niosa w sobie dzieci.

Z Bogiem

Aneta z Piura.

wtorek, 18 listopada 2008

16.11.08 Gitary sie tu nie marnuja;)

Witam dzis udany dzien, udalo sie wszystko swietnie przeprowadzic w oratorium na „Casa”. Animatorzy tutaj przeprowadzili animacje, ja wprowadzilam nowa gre, znana w Polsce jako „krowa” powinniscie sie domyslec o jaka gre chodzi:)

Dzis nauczylam sie kolejnego bicia i ucze sie Padre nuestro grac na gitarze (piekna piosenka takim sposobem punktowania), wszystko wczasie wolnym i jesli w poblizu sa chlopacy. Rozkaldamy sie z gitarami gdzie popadnie na chodniku i tak sie wylaczamy, ze czas mija nie ublagalnie szybko i juz trzeba konczyc i biec na modlitwy. Dzis sie spoznilam i na rana bo zaspalam, a wieczorem za dlugo gralam na gitarze:) Moze mnie nie wyrzuca ze wspolnoty:)

Tu jest tak ok. 12 gitar, z czego dzialaja chyba trzy, ksieza sie zloszcza, ze sie niszcza, a ja sie ciesze, ze sie nie marnuja, tylko widac, ze sa uzywane, co jakis czas jakas struna trzasnie i trzeba zmieniac, tego jeszcze nie potrafie.

Dzis bylam rowniez na dwoch Mszach Sw, pierwsza jako posluga w pilnowaniu dzieci i robieniu zdjec (na prosbe), a druga to juz tylko dla mnie i Boga. Druga Msza Sw jest dla mlodziezy troche spokojniejsza i mozna sie skupic. Przyszlam na druga Msze Sw i usiadlam obok kobiety ... nie uwierzycie, ale miala branzoletke z symbolami nazistowskimi, satanistycznymi i nawet marycha sie tam zanalazla. Starsza kobieta mozna powiedziec, ze babcia z taka branzoletka, ale czad, kobieta nieswiadoma troche tego co ma na reku:( wyszla w trakcie podniesienia, bo dziecko (z ktorym byla) jej nie pozwolilo na pozostanie do konca. Chrzesciajanstwo jest tu bardzo mlode i nie porownujcie do Polski, i nawet nie zdziwie sie, ze podobna sytuacja moze sie wydarzyc nawet w Polsce, a tu opisuje jednostke i jednostkowy przypadek.

Sciskam goraco z Peru z kazdym dniem jest tu coraz cieplej.

Lubie grac na gitarze i fajny jest widok grupek osob cwiczacych na gitarch.


Z Bogiem!

Dzekuje!!! Wam kazdy z osobna wie za co! Dziekuje;) Wiesz za co jesli nie to mosze kiedys Ci powiem!

poniedziałek, 17 listopada 2008

14.11.08 Ale ten czas szybko leci........

Juz czternasty...

Opisze troche wczorajszy dzien. A ver (wiec) wczoraj byly urodziny dwoch blizniakow rozrabiakow, ale bardzo ich lubie jeden z nich ma duze predyspozycje muzyczne, swietnie spiewa:) Wracamy do sedna, chcialabym wam opisac pewien panujacy tu zwyczaj, tutaj jak ktos ma urodziny to zgadnijcie w Polsce daje sie prezenty, a tu chlopcy na glowie mieli rozbite....... jajka:) Ten zwyczaj tyczy sie wszystkich nawet doroslych. Tylko Ania, ktora nie dawno obchodzila urodziny nie miala rozbitych jajek na glowie, wolontariusze inna kategoria:) A tak wogole tu tez daje sie prezenty.

Tak wogole to troche sie ucze grac na gitarze czasem widzac pod pomnikiem chlopakow wygrywajacych na gitarach przysiadam sie i troche mnie ucza a to bicia, albo jakis peruwianskich rytmow. Pomnik jest w centrum oratorium taki punkt rozmow, zwierzen, spotkan nie oficjalnych, luznych, wyglopow i innych... Pomnik – jest to pomnik Sw. Jana Bosco z dwoma chlopcami, figury chlpocow sa zrobione na wzor dwoch oratorian.

Wczoraj mialam taka sytacje, tak wogole w oratorium popoludniowym sa takie dziewczynki, u ktorych za skora siedza rozne zlosliwe mysli i pomysly. Wczoraj wpadly na pomysk, ze wyniosa z oratorium jakies przedmioty drewniane, wlasciewie rzeczy malo istotne, ale chodzi o to, ze te rozrabiaki w oczy z przekonaniem klamaly, mowiac, ze im pracujaca tu Pani pozwolila wziasc. Coz ja na to ide sie zapytac, zamknelam brame i poszlam do Comunidad wiedzac o tym, ze wspomniana Pani skonczyla prace. Usiadlam sobie przy stole nie wiedzac do konca co ja mam z nimi zrobic, i w tym momencie wszedl brat, w miare mu wytlumaczylam o co chodzi i poszedl ze mna do nich, wypytal sie ich, teraz klamaly, ze nie wiedza o jakie mi rzeczy chodzi. Brat musial isc, ale coz zostali ze mna chlopacy pomagajacy w oratorium i z ich pomoca wyjasnilismi, ze nie wyjda jak nie oddadza zabranych rzeczy wymyslaly na poczekaniu rozne historie, koniec koncem oddaly skradzione rzeczy i poszly. Po wszystkim do chlopakow mowie na cala sytuacje, system prewencycjny:) A dzis przyszly do mnie wspomniane dziewczynki, jak nigdy nic pocalowac mnie w policzek. Sa jeszcze male, ale w nich widze jak bardzo latwo niszczy ulica.

Podczas calej sytuacji z dziewczynkami, podobno w poblizu bramy czail sie jakis Pandilleros, nie znam tu wszystkich wiec nawet nie zwrocilam uwagi, a pozniej kiedy sie dowiedzialam kto tam jest i chcialam isc podbrame zatrzymali mnie i nie pozwolili isc, ja i tak na swoje, i poszlam wypuscic kobiety konczace prace, ale ..... ktos nademna czuwa, i nad moja glupota, bo czlowiek w zielonym polo zniknal i nie moglam go zobaczyc ani on mnie. Troche szkoda, bo wole znac wroga. Pandilleros to czlowiek, ktory przystawia noz do gardla i chce wszelkie wartosciowe rzeczy, jakie tylko moze ktos posiadac.

Wczoraj tez mialam dziewczynke z mango, ktora podobno oszukala Pani sprzedajaca pod brama. Prawdy tu trudno dociec, ale ogolnie dziewczynka stala ze lazami w oczach mowiac, ze Pani jej nie oddala w 40 centow (to takie polskie 40 groszy) i ze dostanie od mamy za to lanie.

Tutaj kradziesz nie jest grzechem i trzeba pilnowac, zeby nikomu nic sie do rak nie przylepilo. Dla dzieci skradzenie czegos, oszukanie jest sukcesem, nie widza zadnego problemu. Jest to korzysc. Nie oceniam tych dzieci i takiego sposobu myslenia, chalam zaznaczyc, ze ten sposob myslenia nie tyczy sie wszystkich, ale sporej grupu osob.


Pozdrawiam ;))) nie kradnijcie

Troche sztuki;)

Pozdrawaim wszystkich i wstawiam pare zdjec z wyprawy do Catacaos pol godziny jazdy samochodem z Piura. Jest to miasto gdzie szczegolnie jest znany kult figury Señor Cautivo. Rowniez do tego miasta w miesiacu pazdzierniku sa pilegrzymki tak jak w Polsce w sierpniu do Czestochowy.

Jak widac na zdjeciach Peruwianczycy to zdolny narod;)



























Pozdrawiam mi najbardziej podobaja sie obrazy;)))

środa, 12 listopada 2008

09.11.08 Spotkalam pewna rodzine!



Piekny dzien w Piura, dokladnie w Bosconi.

Dzis byly bierzmowania

Podczas przekazywania znaku pokoju uswiadomila sobie, pomyslalam, ze jestem tu calkiem sama, wsrod obcych mi ludzi, ktorych nie znam, wszyscy w wokol sie sciskaja, a ja sobie stoje i mysle nie znam nikogo, nikogo. Oczywiscie przkazano mi znak pokoju, ale jest inaczej gdy mozna przekazac znak pokoju z osoba bliska. W tym momencie przypomnialam sobie, ze wsrod bierzmowanych jest chlopak, z ktorym pracuje w biblotece i jego Padrino jest Brat ze wpolnoty, poszlam przekazac znak pokoju z osobami, ktore byly i sa tu w tym miejscu najblisze.

Pozniej wspomiany Amigo zaprosil mnie, ze swoja rodzina na poczestunek do siebie do domu po poludniu w czasie kiedy bede mogla. Poniwaz jak wiecie w niedziele jest oratorium na Casa.

Zaproszonie otrzymala prawie cala nasza wspolnota Comunidat, ja przyszlam jako pierwsza, a dziewczyny jeszcze polecialy cos zaniesc do Bosconi, zostalam sama wsrod ludzi mowiacych w innym jezyku. Ojciec domu mowi, ze jestem sama tu u nich, ja na to, „Nie bo jestescie Wy i nie jestem tu sama”, Ojciec dodal „jest jeszcze ten na gorze”.

I wlasnie chcialam Wam powiedziec, ze po mimo poczucia osamotnienia tutaj, chwilowego, nie jestem tu sama jest Bog, ktory dziala przez drugie osoby.

Juz zegnajac sie z rodzina tak nie samowita, w ktorej czlowiek czuje sie jak w domu podszedl do mnie najmlotszy braciszek(chyba dwuletni) i zrobil mi znak krzyza na czole, w tym momencie padly slowa ze dziecko tak robi na dobranoc, musi tu panowac taki zwyczaj, ze rodzina blogoslawi sie przed snem.

Moim marzeniem jest taka rodzina, w ktorej dla najmlotszego czlonka w rodzine jest oczywiste blogoslawienstwo. Rodzina, ktora kocha Boga calym sercem, w ktorej maz jest glowa, ktora zawierza wszystko Bogu. Bylam dzis w rodzine, ktora tak mocno wierzy, a tak nie wiele ma.
Z tego co mi ktos mowil, ze nawet imiona dla dzieci zostaly wybrane z Pisma Sw. Niesamowite a najlepsze jest to ze zyja w takim miejscu, w ktorym naprawde jest trudno o wiare, bardzo trudno jest wychowac dzieci. I nawet tego samego dnia zostala ich cioci czy babci skradziona komorka ze zdjeciami z bierzmowania.

Ja sie nie podaje myslom jaki to jest ten swiat straszny, jest, jaki jest, wazne jest co ja zrobie w tej sytuacji, w ktorej jestem nie wazne czy w Piura, czy w Polsce. Chce byc tu soba i zrobic cos dobrego. Ja tylko marze i wiem, ze marznia sie spelniaja. Tylko trzeba sie ruszyc i zaczac cos robic nie stac w miejcsu tylko robic, nie bac sie, tylko zaczac cos robic.
To dla was mysl;)

„Modlic sie to pojsc na spacer z Bogiem po to, by uzgodnic wspolne marzenia.”

Z Bogiem.

sobota, 8 listopada 2008

Jak na gospodarce;)


Jednego wieczoru po wszystkich obowiazkach zwiazanych z oratorium poszlismy lapac indyki, ale frajda akcja lap indyka. Lapiesz od tylu indyka za dwie tylnie nogi i ciagniesz do tylu, zeby go powalic na ziemie, nastepnie bierze sie na bok i zanosi do szczepienia. tu ze wszystkiego robi sie taka zabawe, jak dzieci. Pomyslcie sobie robic zdjecia indykom, ale ze mnie dziwak.

piątek, 7 listopada 2008

Cementerio

To wyglada tak ulice, uliczki, sciany, w ktorych sa takie okienka - tabliczki zmarlych.


Okinko z Matka Boza z Gaudalupe.

Pare zdjec z cmentarza, wiecej w linku zdjecia.

Anet.

2 listopada Swieto zmarych w Piura

Witajcie!

duzo sie wydarzylo przez ostatnie dni ostatnio Wam opisywalam jak wyglada moj dzien i wlasnie tego samego dnia byly przygotowania do inauguracjo comedoru – czyli jadalni. Jak zwykle na ostatnia chwile mycie okien do 2 w nocy.

Nie mozna tu tak zaplanowac, bo w ostatniej chwili cos wyskakuje. Wczoraj mozna troszke bylo odpoczac i dzis wlasciwie tez bylo wolne, ale pani kucharka tez miala wolne, wiec ktos musial gotowac = znaczy sie wolontariuszki. Spedzilysmy pol dnia w kuchni.

Dzis mialam okazje pojechac na cementarz. I inaczej tu tej wyglada cmentarz, opisujac to wyglada jak bloki, w ktore chowane sa trumny. Dziwny jest na cmentarzu widok chlopcow z drabinami, zastanawialam sie po co im te drabiny;) zgadnijcie?

Chodzi o to, ze Ci ktorzy maja nisko groby to nie ma problemu, ale co z tymi, ktorzy maja groby na wysokosci gdzie trudno dosiegnac, wtedy nie zbedna jest drabina i cos czuje, ze sie za nia placi. Ludzie biora taka drabine lub nie i wspinaja sie na odpowiednie pietro, zeby polozyc kwiaty.

Dziwny jest litopad, w srodku lata. Tu nie czuje sie tak Swieta Zmarlych to nie jest tak szczegolnie przezywane swieto, jak w Polsce, albo poprostu oni przezywaja na swoj sposob im wlasciwy i piekny, ja ukochalam sobie polskie przezywanie i sposob obchodzenia, ktory jest bardzo piekny.

Pozdrawiam:)

30.10.08 Idealny dzien w Piura

Moze ja opisze jak tu wyglada dzien, dobry pomysl?

Wiec ¨idealny¨ dzien w Piura wyglada tak:

6.15 zaczyna sie medytacja w kaplicy wspolnotowej
6.30 Msza Sw z jutrznia
Po Mszy Sw sniadanie.
8.30 otwarcie oratorium zabawa, asystencja dzieci
9.00 Formacja modlitwa i jakies slowko, nastepnie dzieci ida do salonow (klas) odrabiac lekcje. Rano mamy tak dwie klasy.
10.00 Recreo (Przerwa) zabawa: siatowka, pilka nozna.
10.15 dzieci dalej odrabiaja lekcje
11.15 11.30 zakonczenie oratorium porannego, modlitwa i cos slodkiego.
13.00 Obiad wspolnotowy
14.30 Otwarcie oratorium popoludniowego, gry i asystencja
15.00 formacja (modlitwa i jakies slowko) nastepnie dzieci ida odrabiac lekcje.
16.00 16.15 recreo (przerwa) gry i asystencja
17.00 dzieci ida do comedoru na cieply posilek.
17.30 koniec oratorium popoludniowego.
19.15 Nieszpory i kolacja

Moje obowiazki:
Asystencja: wszedzie i zawsze z dziecmi.
Pomagam w biblotece rano i popoludniami.
Zmywanie po kolacji do drugi dzien.
Sprzatanie kaplicy na zmiane z bracmi.
Tez tu sa czeste spotkania organizacyjne oratorium festivo, oratorium na ¨Casa¨, spotkania organizacyje oratorium popoludniowe i czasem rozne warsztaty.
Jest tu wolny czas jak widac, lecz jak napisalam to jest idealny plan

To jest idealy plan, ale nie znaczy, ze dobry i to, ze czasem nie mam czasu z powodu wielu innych obowiazkow, mysle, ze jest dobre szczegolnie dla dzieci.

środa, 29 października 2008

28.10.08 Tak jak w rodzinie...




Poznalam jakis czas temu Kolumbijczyka dzis wymienialismy sie informacjami o swoich krajach ja znalazlam Polske w Atlasie, a on Columbie. Opowiadal, ze w Columbi sa jeszcze tereny w odnogach rzeki amazonki, w ktorych nie byl zaden czlowiek.

Nabieram dystansu do roznych rzeczy tutaj. Dzis nie poszlam na kurs salezjanski, ale upieklam ciasto. Teraz siedze i mysle czy jak przyjde rano jeszcze bedzie w lodowce czy juz nie:) poniewaz przez dluszy czas odganialam Brata i Ksiedza od lodowki (dalabym im te ciasto, ale galaretka nie zgestniala), a na koniec powiedzal mi brat, ze w nocy przyjdzie na wyzerke. Coz tak jak w rodzinie:) z bracmi.

Jutro wam napisze czy zjadl te ciasto czy nie. Jutro tez waraca Ks. Piotr z Limy pojechal zalatwiac rozne sprawy. I wielkimi krokami zbliza sie inauguracja. Dzis bylam w nowym Comedor – Jadalnia, robila to mlodziez z salezjanska pod okiem nauczyciela, swietnie to zrobili.

Pozdrawiam i do jutra Anet

Z Bogiem!

27.10.08 Pozdrawiam



Chcialam Wam powiedziec ze lubie polska muzyke, tu muzyka jest zywa i tak glosna a ja czasem lubie posluchac spokojniejszej muzyki, ktora pomaga sie zatrzymac i chwilke pomyslec. Tu wszystko wydaje sie glosne, szybkie, ze spontanicznoscia na maxa.

Teraz w Bosconi odbywaja sie warsztaty salezjanskie przyjechal Ks. z Hiszpani i je prowadzi. Warsztaty sa bardzo zywe i dobrze zorganizowane Ksiadz wklada siebie calego, a do tego ma charyzme. Wszystko tu jest dobre i potrzebne, ale zabiera tak duzo czasu, ze na koniec dnia usypiam prawie na stojaco, dzis na siedzaco;)

Chcialoby sie troszke umknac z jakiegos spotkania, ale tu nie da rady moje znikniecie jest natychmiast zauwazane.

Pomagam tu w biblotece, szczegolnie duzo pracy jest w oratorium popoludniwym, dzis robilam listy oratorium popoludniowego, poniewaz w sobote ma byc inauguracja comedoru i cos tam jeszcze:) Dzis jak codzien oratorium poranne, sprzatanie jadalni i jutrznia i Msza Sw rano, chyba dzieki tej Mszy Sw czlowiek daje rade, ja niewiem? ale tempo tu jest narzucone szybkie, probuje sie w tym odnalezc, napisze Wam czy mi sie udaja. Poczatki sa ciezkie.

Sciskam:) z Peru, kazdego z osobna i pamietam o Was tu w Peru, i pomyslec, ze teraz siedzialam bym na jakims wykladzie na ul. Wojcickiego z moim juz czwartym rokiem. Pozdrawiam moj caly IV rok, jak rowniez wydzial i Ksiezy profesorow, Wykladowcow. Zycie mnie zaskakuje nie wiem, jak Was.

Pozdrawiam Anet

26.10.08 Nie zawsze jest tak, jak sobie zaplanujemy.



Dzis niedziela a w Piura jest to czas kiedy przygotowujemy sie i idziemy na ”Casa”. Mialysmy dzis byc punktualnie przygotowane, poniewaz jechalysmy samochodem, zeby zabrac pilki itp. i jesli byloby opoznienie, bracia zaczynaja swoje oratorium przeznas pozniej. Bylysmy punktualne ale;) ale nikt nie przewidzial ze po drodze sie zakopiemy w piasku. Coz to jest Piura i troche piasku tu jest;) wzielismy sie za lopate na zmiane, ale to i tak nic nie dalo jakis facet przyniosl nam deski i wyjechalismy.

Pozdrawiam i juz ide spac. Sciskam;)

25.10.08 Komunie itp.



Witam i pozdrawiam wczoraj juz nie starczylo mi sil, przyszlam i padlam na lozko, i nic, nikt nie byl w stanie mnie podniesc.

Wczoraj byly komunie, robilam za fotografa. Byli faceci z aparatam, pytali mnie o moj aparat ile kosztowal, troche mi dziwnie bylo taka w ich oczach malolata z takim aparatm lata, na ktory oni zarabialiby przez kilka lat.

Po poludniu olimpiady i jeszcze wieczorem upieklam Murzynka:)

Jestem zmeczona, dzis oratorium na ¨Casa¨ Bartolome Garelli. Tu nie ma dnia odpoczynku. Bola mnie miesnie od noszenia krzesel.

Ale dosc tych smetow.

Pozdrawiam Was, tak juz jest czasem ´Raz na wozie, raz pod wozem´

I chcialam dodac piszcie maile, jak u Was jest? jesli nie odrazu odpisze to wiedzcie, ze napewno czytam;)

Sciskam i nie tylko ja mam tyle pracy Wy rowniez, w tym wszystkim nie mozna dac sie zagonic i pamietac o tym, ktory jest najwazniejszy. Czesto trzeba walczyc o niego w swoim sercu, zeby nie zostal zsuniety na drugi plan w Twoim i moim zyciu. Bog niech bedzie u Was na pierwszym miejscu.

Sciskam i dziekuje, ze jestescie tacy jacy jestescie.

Anet;)

24.10.08

Pozdrawiam, u mnie jest wieczor, raczej noc przed polnoca, bola troche mnie nogi, ale ja wogole nie narzekam. Dzis mialam ciezki dzien taki kryzysowy zwalilo sie pare rzeczy mi na glowe, odpowiednio doprawione i mieszanka wybuchowa gotowa. Ale juz sie troche rozladowalo, dzieki Bogu.

Kiedy jest mi troche zle to puszczam sobie, jak teraz piosenke na podstawie wiersza Ks. Twardowskiego

„Kiedy mowisz” (nie mam pewnosci, czy taki jest tytul.)

Nie placz w liscie, nie pisz, ze los Ciebie kopnal.
Nie ma sytuacji na ziemi bez wyjscia.
Kiedy Bog drzwi zamyka to otwiera okno.
Odetchnij popatrz spadaja z oblokow
male wielkie nieszczescia potrzebne do szczescia,
wielkie nieszczescia
A od zwyklych rzeczy naucz sie spokoju I zapomnij, ze jestes gdy mowisz, ze
Kochasz!

Dobrej nocy z Ks. Twardowskim

Ucze sie tych ludzi... poprostu sie ucze... lubie ich sa bardzo mili, ale ... czasami... dzisiejszy dzien nie nalezal do latwych

Spalilam sie na twarzy na ramionach, pozdrawiam i ide spac jutro trzeba wstac na modlitwy rano.

Dziekuje za modlitwe.

23.10.08 Bog kocha Cie. Nie zapomnij.



Pozdrawiam Was, chce tak w miare szybko naspisac do Was, bo tak mi sie chce spac, to jest jedna z rzeczy do, ktorych nie trzeba mnie namawiac, jest sennn.....

Dzis byly oratoria jak codzien tylko, ze dzis po poludniu nie przyszlo pare osob zajmujacych sie klasami i krach trzeba laczyc klasy, zamieszanie, foramacja sie przeciaga, wszystko sie przeciaga liczenie, listy. Dzieci jest tak, jak dzis 80, ktorym trzeba pomoc w odrobieniu lekcji. Jesli wszyscy funkcjonuja jak nalezy sa osoby to gra fajnie (prawie, ale o tym innym razem), tylko tu sie ludzie nie przejmuja jak kogos nie ma, tu sie nie spiesza, nie biegaja. Czasem zamykam i otwieram brame i czasem troszke klamie, ze nie mam kluczy, bo inaczej nie zdazam na spotkanie lub inne zajecia. Mowie, ze nie mam kluczy lub wysylam np. do brata (wole ta druga wersje nie trzeba klamac). I tak raz utknelam na bramie juz wypuscilam osoby, odchodze krzyk za plecami wpuszczam, i spowrotem juz biegne, zeby nikt nie zdazyl nawet krzyknac, a tu nic z tego znowu ktos krzyczy przy bramie, i jeszcze do tego wszystkiego tak chodza wolno. Wiec tu spokojnie mozna zostac klucznikiem.

Bardzo duzo sie tu dzieje, dzis kolejne spotkanie dotyczace oratorium Bartolome Garell, przygotowanie, pelna oraganizacja konczymy i szybkim krokiem biegniemy, bo juz Ksiadz konczy Msze Sw i idziemy na „Casa” z wizyta pastoralna – koleda. Tylko tu wyglada calkiem inaczej np. wchodzimy do domu i nie ma nic przygotowanego jak w Polsce stol nakryty bialym obrusem woda swiecona itp. Tutaj wchodzimy to najczesciej ludzie jeszcze jedza jakis posilek. Ludzie sa uprzedzani o wizycie Ksiedza, ale wogole nie ma takiego oczekiwania, przygotowania. Ale jak ksiadz juz wejdzie to sie modla, prosza tak jak dzis na ulicy o poswiecenie pojazdu (takiego motoru wozacego ludzi z tylu). Tu sie nie palci za wizyte, tylko sie cieszy, ze Ci ludzie chca wpuscic nas do domu. Moim takim jak na razie stalym zadaniem jest noszenie torby z cukierkami i przy tym pilnowanie, zeby nie znikaly, poniewaz w czasie wizyty w jednej chwili pojawia sie gromatka zaciekawionych dzieci, proszacych o cukierki. Ogolnie to wyglada tak, ze caly czas chodze za ksiedzem, bo to oczywiscie Ksiadz daje cukierki. Dzis byla smieszna sytuacja dzieci wpychaly nam sie do domow, do ktorych wchodzilismy i Ksiadz mowi, zeby ministranci ich nie wpuszczali (chodzi o zachowanie prywatnosci i uszanowanie tej rodzinny), a ministrant na to Ksieze jest niespodzianka wchodzimy do domu gdzie dziecko ma urodziny i jest pelno dzieci wokol :)))


Moge duzo opisywac i jest tu co opisywac, ale czasu malo... albo po prostu trzeba wybrac to co najwazniejsze z tego dnia, i tym umiec sie podzielic z czlowiekiem. I dziele sie z Wami czastka siebie i czastka tego miejsca i ludzmi.

Dzis podeszla do mnie kobieta i mowila dziekujac, ze ja tu chcialam przyjechac, dopytywala sie czy jestem ta wolontariuszka, dzis rowniez chlopiec sie pytal czy jestem misjonarka. Ja normalenia coz kobiecie dziekuje a chlpocu mowie tak. Tak jestem misjonarka, szczegolnie kiedy chodze po „Casa” wtedy czuje sie, ze w tym wszystkim jest Bog ze swa miloscia, niespokojna czekajaca, zeby tylko moc wytrysnac, ale potrzebuje czlowieka, zeby czlowiek czlowiekowi moglby go zaniesc.

Tylko Anioly do mnie wysylaj ..................

Pozdrawiam Was, pamietajcie, ze Was rowniez bardzo mocno kocha Bog! Nie zapomnij Kocha!

23.10.08 Za 15 minut polnoc.



Za 15 min dwunasta, bylam wieczorem z Ksiedzem i z innym z wizyta duszpasterska w „Casa”(czytaj wczesniejsze wpisy jesli nie rozumiesz nazwy) juz sprzatnelam swoja dzialke mieszkania, ktore dziele z dziewczynami i siadam i pisze do Was.

Mam dwie mysli na dzis mysle o tym, ze w Polsce jest miesiac rozancowy nawet myslalam zeby cos wymyslec z rozancem tu z dziecmi, poniewaz mialam tu wrazenie ze ludzie malo sie modla, lecz tu jest inaczej Bog wydaje sie inny taki peruwianski, nawet na obrazach wyglada jak latynos z dlugimi czarnymi rzesami:) Wracamy do sentencji mysli, wiec chodzimi o to ze tez ludzie tu inaczej przezywaja modlitwe, Msze sw. Oczywiscie to sa moje obserwacje, w glab ich serc nie zagladam. Teraz w calym Peru jest miesiac Senor Milagros – Pan Cudow sa pielgrzymi, nawet w moich pierwszych godzinach w Limie trafilam na procesje z tym konkretnym obrazem, ktory czyni cuda podeszlam blizej zeby sie przyjrzec (wtedy jeszcze nie wiedzialm i nie rozumialam, ze to jest tak wazny dla Peruwianczykow obraz) w tlumie myslalam, ze jestem sama, ogladam sie a obok mnie chlopiec z Otwartego Domu Ksiedza Bosco czuwa:) Ludzie tutaj biora dotykaja figurki z tym obrazem i sie zegnaja, czasem sie zastanawiam, ze te figurki sa, jak zywe sluchaja tego co ludzie im szepcza na ucho, a czynia to z taka wiara i rozmodleniem.

Juz usypiam nie dam rady nic wiecej napisac ide spac do jutra postaram sie jutro wiecej napisac

Bozej nocy:)

22.10.08 Jesli Bog jest....



Ciagle spotaknia i tak dzis po wszystkich stalych obowiazkach (oratoriach) byly dwa spotkania organizacyjne jedno przed kolacja i drugie po kolacji, ogolnie sciagnelam do pokoju po 23. Potrzebne sa te spotkania, lecz przyznam sie nie wszystko rozumiem:) Ale dostrzegam, ze z kazdym dniem idzie mi coraz lepiej. Mam fajnych nauczycieli, ktorzy nie rozumieja tego, ze seniorita moze ich nie rozumiec, tlumacza az zrozumiem, albo mowia roznie np. ja troche sie bawie i udaje ze niepotrfie wymowic „r”, pewien chopiec siedzial i tlumaczyl mi na roznych przykladach, a ja wciaz nie moge wymowic, wkoncu mowi „defecto muy grande” (ubytek bardzo duzy) ja w smiech, chlopiec nie wie co ma powiedziec, bo innych rzeczy nie rozumiem, a to od razu zrozumialam i troche mu glupio, ze tak do mnie powiedzial. Oni sie ciesza, ze moga mnie uczyc i przytym niezle bawic.

Dzis bibloteke na chwile zamienilismi w Matrixa, razem z innymi, z kolega zaczelismi udawac sceny z filmu, a zaczelo sie od tego, ze tlumaczyl mi z dziewczyna jak nazywa sie takie uderzenie z plaskacza chlopaka, najlepiej wytlumaczyc pokazujac, wiec jak zaczelismy odgrywac scenki to przeszlo i do Matrixa.

Ale zeby nie bylo tu sie pracuje i w tym wszystkim dobrze bawi:)

Pewna osoba pokazala mi unikatowa ksiazke w bibliotece, a mianowicie zbior roznych dziel Adama Mickiewicza w jezyku hiszpanskim, ciekawe, postaram sie ja przeczytac ze zrozumieniem:)

Pozdrawiam Was, i ide spac.

Nie martwcie sie ze nie jestescie tu w Peru, tu wlasciwie jest nudno, to tylko ja tak barwnie opisuje:) te slowa dla tych, ktorym robi sie troche zal i smutno. Lubie Was, jestescie fajni i nie trzeba byc nie wiadomo kim, tylko czlowiekiem:)

Ps. Poznalam dzis pare slow w jezyku qechula, jeden brat zna ten jezyk chodze i mecze go, zeby pozyczyl mi slownik, ale oczywiscie wszystko w swoim czasie, hiszpanski, pozniej qechula jesli starczy czasu:)

Z Bogiem
I pamietajcie pewnie to wiecie, ale „Jesli Bog jest na pierwszym miejscu wszystko jest na wlasciwym miejscu” to wzgledem slowka wieczornego dla Was:) po salezjansku.

21.10.08 Tak Biali.



Witam

Coz kazdego dnia dzieje sie tu wiele dzis rowniez, ale chcialabym napisac o dwoch rzeczach.
Pierwsza to chcialabym troche rozjasnic kwestie tego jak mnie tu odbieraja i jak ja o tym mysle. Zaczne ogolnikowo Peru a wlasciwie ludzie maja tu jeden kompleks, tego ze maja skore latynoska. Wszystkim, z ktorymi rozmawiam strasznie podoba sie skora biala, i ciagle mowia rozne pochlepstwa. I jest tak, ze prezenterki w telewizji tak sie maluja, zeby byc jak najbardziej biale. Czlowiek bialy kojarzy sie tu z bogactwem i z tym, ze napweno napotakny bialy na ulicy ma pieniadze. Bialy = pieniadze = prestiz = bogactwo. I coz jak tylko byc bialym, wiec biali w Europie teraz koniec z kompleksami jestesci tak bialymi, ze inni wam tego zazdroszcza.

A ja chodze i swym ubogim hiszpanskim tlumacze, ze mi sie bardzo podoba ich kolor skory, ze sama chcialabym taki miec i mowie im, ze sa ladni. Chcialabym zaznaczyc, ze mam glownie i chyba tylko stycznosc z dziecmi z „Casa”

Mnie tu tarktuja, na poczatku jak nowe zjawisko, wszyscy chca poznac i rozmawiac, bawic i grac. Teraz jest juz troche normalniej, zauwazyli szczegolnie dzieciaki, ze nie popuszcze jak sie upre i musi byc po mojemu:) oczywiscie dla dobra dzieci.

A druga rzecz wynika z pierwszej o to chodzi, ze przyjezdzaja mlodzi/mlode zdolne Polki, przejmuja rozne funkcje i obowiazki, niektore rzeczy robia lepiej, to tez powoduje rozne odczucia i to np. ze nie sa w stanie sami sobie dac rade tylko potrzebuja pomocy z zagranicy.
Ale jestem tu naprawde mile witana, czasem tylko chlopcy we zlosci mowia, zeby wracac do swojego kraju, ja sie tym nie przejmuje, bo to sa normalne emcje, ktore dzialaja i robia swoje.

Nie zgadniecie czego slucham w tym momencie............:) slucham muzyki Antonio Vivaldi, klasyka, znalazlam ja w comunidad, nie zle, co misje i klasyka!

Pozdrawiam z Vivaldim, rozumiecie tak z powaga i uszanowaniem muzyki powaznej.

poniedziałek, 27 października 2008

Cierpliwosci!

Cierpliwosci, postaram sie jak najszybciej uzupelnic bloga. Pozdrawiam;)

piątek, 24 października 2008

19 października 2008

Spotkałam dziś Anioła Gabriela.

Dzis rano miałam troche czasu, żeby uzupełnic bloga, pogadac, odpisac. Potrzebny jest taki czas.

Dziś były po południu takie olimiady dla dzieci. Przyszlo ogromnie duzo dzieci ja juz nie jestem w stanie je liczyc, podobno bylo okolo 200. Jest taka brama przez, ktora sa wpuszczane dzieci do oratorium. Zaczyna sie zabawa nasze dzieci z oratorium porannego i popoludniowego kojarze ale reszte nie... I tak zaczyna sie formacja wolam jakas grupe chlopakow na formacje, a tu cos pachnie zle... wyglada na to ze przyszli tacy chlopacy nie za wiele majacy wspolnego z oratorium. Jeden z nich spojrzal na mnie jakbym mu matke zabila, przeszedl mnie taki cien zla, strach. Zabrali sie i poszli. Ja chodze dalej zwoluje dzieci z lekim strachem w sercu, kurcze tacy ludzie tu wchodza. Nie mam nic przeciwko nim, ale tu sa dzieci, coz ulica nie segreguje i tak sie z nimi mijaja na zewnatrz Bosconi. No bardzo duzo Wam opisuje tu sytuacji, zastanawiam sie czy nie zaduzo...

Po formacji dzieci zabieramy na basen nie wszystkie, czesc rozgrywa mecze. Pilnuje maly basen, dzieci szaleja jak to dzieci a ja chodze i tylko patrze, zeby sie zadne mi nie utopilo. A te dzieci niespecjalnie, pokazuja mi jak plywaja, to wyglada tak, ze dziecko daje nurka pod wode i udaje topielca unoszac sie na wodzie. Warjacji mozna dostac stoje i licze sobie juz nawet po hiszpansku czy juz mi sie topi to dziecko, czy nie. Jestem na razie przewrazliwiona, moze z czasem przyzwyczaje sie. Byla taka fajna chwila ze mialam opanowany maly basen, duze dzieci wyslalam do duzego basenu. W malym byly juz prawie maluchy, przestaly juz skakac sobie na glowe, i zaczelo byc bezpiecznie, ale .......... jesli ktos ma watpliwosci, czy jechac na misje czy nie, mowie Wam dzis, nie wiem czy dziesiatka wolontariuszy by sobie poradzila. Pomagaja nam osoby takie odpowiedzialne, wlasciewie to my sobie na wzajem pomagamy. Nie marnucie czasu w Polsce, tu jest pracy tyle.....

Ale ja ciagle mysle w kategoriach polskich gdy dzieci stoja cicho i spokojnie i sluchaja, tu o taka chwilke jest bardzo trudno.

Na sam koniec juz padlam, o slup sie oparlam przy szedl do mnie chlopiec i wyraznie widac ze chce pogadac, coz mysle sobie czy ja Cie zrozumie, ale nie bylo zle okazlo sie ze gra toche na gitarze, nie pisalam Wam ale tego chlopca raz kiedys przestraszylam w nocy zakradal sie pod okno i podsluchiwal spotkanie, oczywiscie zartujac, ja zaszlam go od tylu i udalo sie tak go przestraszylam, ze co mnie widzi mowi o tym:)

Ale wracamy do oratoium kiedy juz nie mialam sily, zobaczylam takie malenkie dziecko, toche ponad roczek mialo, juz chodzilo. Ale nie samowite dziecko o takim wyrazie twarzy, ktore zostalo mi w pamieci, zaczelam rzucac do niego pilke. Ten chlopczyk mial na imie Angel Gabiel – Aniol Gabiel.

Spotkalm dzis czyste dobro w tym malenkim dziecku i ciezkie zlo w mlodym czlowieku. Tak blisko i tak wyraznie. Te dwie twarze stoja w moich oczach. Niewinnego dziecka i twarz z tatuazami z wrogim wzrokiem.

Jak blisko siebie jest zlo i dobro. Dziekju za te dziecko, ktore podnioslo mnie na duchu.


Przepraszam, ze czasem brak literek w wyrazach i moze zdania sa nie jasne, ale ja zazwyczaj spisuje zdarzenia na koniec dnia, przed snem i z prawie zamykajacymi sie oczami i nie juz nie kontroluje do konca tego co pisze mam nadzieje, ze nikogo nie zniechece do misji :) tu trzeba sie przemoc i robic swoje nie da sie wszystkigo zmienic i nie ktore rzeczy trzeba zostawic takie jakimi sa.

Dzieki!

i pamietajcie Bog i tylko Bog moze uczynic cud z naszego zycia.


sobota, 18 października 2008

Zabawka jaszczurka;)

17.10.08

Dzis piatek kolej naszego zmywania po kolacji. Jestem padnieta byl to bardzo eksploatujacy fizycznie dzien. Z dziecmi bylam w basenie, ale w spodenkach i blusce oczywiscie mialam stoj kompielowy, poprostu lepiej tu sie przystosowac (dla dzieci i dla mnie w tej sytuacji). W basenie myslalm ze te dzieciaki mnie potopia sa kochane, ale czasami za bardzo. Wokol mnie w pewnym momencie otoczyla mnie chyba dziesiatka dzieci zaczeli mnie lapac wchodzic mi na plecy, krzyczec i chlapac, jak nic za raz mnie zatopia, ale oki proba basenowa za mna:)

Wychodze z basenu i ide sie przebrac, a tu upssss......”pucha makina” trafilam, jak wlasnie przechodzila ok 20 babc dobrze ulozonych, koscielnych fajnych, ale coz nie przyzwyczjone do widoku bialej Gringi, mokrej od stop do glow, w spodenkach:) witam sie i czym predzej zmykam. Te kobiety zjechaly mnie wzrokiem, pare tylko odpowiedzialo na moje pozdrowienie.

Poznej po zabawach zabralysmy dzieci na posilek, tam dostalam talerzyk z jakims kislo-budyniem, i znowu, jem jak zwyczjny czlowiek i sie dziwie czemu sie tak na mnie patrza, nawet, niektore osoby nie jadly z wrazenia, pokazuje im jak sie macha lyzka i sie smieje, oni tez sie smieja i smiejemy sie wszyscy.

Dobranoc

Ps. Zapomnialam rano na oratorium porannym chlopcy grali w pilke, juz pozwolilam swojej rece odpoczac od siatki i poszlam popatrzec jak graja w noge. Fajne te dzieciaki ile zaangazowania. Konczymy i idziemy na formacje (modlitewa i jakies slowko) idac patrze o jakas zabawka duza jaszczurka daka na 30 – 40 cm mysle sobie jak nic jakies dziecko zgubilo i zaczynam bawic sie noga, aaaa ta jaszczurak sie rusza. Spadam dzieciaki dorwaly jaszczurke, pozniej zobaczylam ze skonczyla swoj zywot:(

Pamietajcie slamsy to Casa.

16.10.08

Dzis dzialo sie wiele rzeczy, ale napisze tylko o paru wybranych przeze mne. Wieczorem bylo spotkanie animatorow ze slamsu. I znowu pada to okreslenie slamsy. Chcialam wam powiedziec, ze juz nie bede uzywac tego slowa slamsy, poniewaz mi sie kojarzy tak jak wiekszosci Polakow, a ja te miejsce odbieram juz nie, jak jakies slamsy z Peru tylko slamsy, na ktorych zyje Dan chlopak ze szkoly w Bosconi, ktory chce zyc dobrze. Ma wspanialych rodzicow, ktorzy nie maja wiele, a jak chodzilismy po koledzie poczestowali nas cherbata i ciastkami (dla mnie znaczylo wiele widzac, ze maja ciezkie warunki w jakich przyszlo im zyc). Miejsce te kojarzy mi sie z usmiechnietymi buziami dzieci, krzyczacymi seniorita Aneta. I nie chce ich domu, w ktorym mieszkaja nazywac slamsami, ja nie chcialabym zeby ktos tak mowil na moj dom. Oni sie staraja jak moga, a to, ze ten kraj jest w takiej sytuacji nie maja na to wplywu.

Wiec powiedzmy, ze bede nazywac slamsy okresleniem CASA znaczy dom.

Wiec dzis sptaknie chlopcow a zarazem animatorow z Casa. Bylo to spotkanie biblijne rozwazenie slowa, jak Jezus powolywal apostolow. Niesamowiete jest to, jak wiele dobrego sie tu dzieje.

Poznalam dzis Ksiedza z Piura z Colegium Don Bosco, ma polskie imie Kazimierz, powiedzialam, ze skrocona forma jest Kazik, przytaknal i stwierdzil, ze on bedzie Kazik (tak jak moj wujek). Fajny misjonarz z Hiszpani.

Pozdrawiam.

Dochodzi mi tu coraz wiecej czynnosci, i z kazdym dniem, co raz bardziej rozumiem ich jezyk, mam nadzieje ze przyjdzie taki dzien, ze bede rozumiec wszystko lub prawie wszysto.

Pierwsze slowko itp....

15.10.08

Pozdrawiam

Juz tydzien w Peru. Razem z Ania dostalysmy klase piata. I w tym momencie musze wyjasnic o co chodzi, poniewaz po poludniu przychodza dzieci po szkole, zeby sie bawic i odrabiac lekcje. Przychodza tak 14.30 pol godziny zabawy, nastepnie formacja, czyli modlitwa, slowko i dzieci ida sie uczyc(odrabiaja lekcje zadane w szkole) przerwa - zabawa 15 minut i dalej nauka. Na koniec dzieci ida na cieply posilek.

I wlasienie dostalysmy klase piata, staramy sie zeby zaponowala cisza, ktora umozliwia nauke. W przypadku tych dzieci to jest wyzwanie, poniewaz sa one bardzo zywe rozgadane i pelne energi, sprobujecie takie dziecko posadzic do lawki. Wazne jest, zeby mialy mozliwosc odrobienia lekcji w normalnych warunkach, ktorych brakuje w domu.

Musz sie pochwalic dzis mialam pierwsze slowko w jezyku hiszpanskim, czytane z kartki wczesniej napisane. Dostalam oklaski od dzieciakow, one sa kochane:)

Staram sie im pomagac, lecz to jest trudne. W miare mozliwosci pomagam im z matematyki, lecz wytlumaczyc matematyke w jezyku hiszpaniskim nie nalezy do rzeczy latwych.

Wciaz krzycza na mnie Ela, coz moze zrozumieja, ze nie jestem Ela tylko Aneta.

Mam takich piesciochow – lobuziakow, ktorzy doprowadzaja do takiego smiechu:)))))))))))))))))))))))))

Sciskam!!!

Wtorek ze swoimi urokami.

14.10.08

Codzienie gram w siatke nadrabiam zaleglosci ze studiow. Mam takie siniaki na reku jakby mnie ktos pobil, coz zawsze to byla moja nadwrazliwosc na pilke;))

Wnikam juz w ten swiat ucze sie dogadywac z bracmi, z ludzmi w miare moich mozliwosci. Gdzie nie pojde wszyscy mi mowia, ze jestem podobna do Eli wolontariuszki z Krakowa niektorzy mnie z nia myla. Codzienie sie tyle smieje ze nawet wiecej niz w Polsce. Ci ludzie sa tacy radosni, tyle maja w sobie z dziecka. Wszystko jest tu fajnie zoorganizowane, ze wsrod Peruwinczykow jest poczucie odpowiedzialnosci za oratorium i inne podejmowane dzialania. Dobrze, lecz nie popadajmy w skrajnosci jest tu fajnie z dobrymi ludzmi pracuje, ale ludzie sa tu rozni. Dzieki Bogu mam przy sobie te dobre dusze.

Pomagam w oratorium chcialambym jeszcze bardziej ale niestety nie jest to mozliwe, potrzebuje czasu i z czasem bede mogla pracowac pelniej.


Sciskam Was, to miejsce powoli staje sie moim domem na ten rok. Dzikuje, ze pamietacie o mnie. Dziekuje za modlitwe:)

Aneta lub maleta, planeta, mam przerozne przezwiska, w miare bujnej wyobrazni dzieci.

Poniedzialek i spotkanie powazne;))))

13.10.08

Poniedzialek wlasnie wrocilam ze spotkania organizacyjnego caly tydzien. Smiechu co nie miara, glupawka mnie zlapala i nie tylko mnie. Ale coz to nie jest wazne. Mam nadzieje tylko ze nie rozwalilam spotkania.

Dzis w czasie przed samym obiadem pojechalysmy do Piura na zakupy. Rynek, na ktorym bylysmy mniej wiecej wyglada jak stadoion w Warszawie (Chinczyki tez tu dotarli:), tylko tu jest wieksze zamieszanie i nielad. Mleko z chemia, buty zaraz obok ryby, lub miesa, a wsrod tego smacznie spiace dziecko (i moze spac?). Przygotowania do wyjazdu wygladaly tak ze sie zastanawialam gdzie wlozyc pieniadze, zeby mi nie ukradli, wlozylam do skarpetki:) coz nie mam torebki, a kieszenie w spodniach nie dawaly pewnosci. Mysle, ze z czasem naucze sie tu funkcjonowac. O aparacie nie bylo mowy. Fajne zdjecia by byly:( Nie przerazajcie sie da sie tu zyc na ulicy trzeba chodzic pewnie i szybko, nie reagowac na zaczepki tylko isc swoja droga.

Mamy tu obiatki robione przez gospodynie, trzeba sie przyzwyczic mi idzie nie najlepiej. Dzis czulam sie kiepsko bolala mnie glowa, zmeczenie, slonce, jedzenie, wypad do miasta zrobily swoje. Przyszlam wzielam tabletke i pragnelam tylko jednego chwili ciszy, ale coz za oknem taka muzyka, jak na weselu. Ania mowila, ze nawet ludzie tam tancza.

Dzis dziewczynka obdarowala mnie kolczykami zrobionymi przez jej siostre. Zapomnialam Wam powiedziec a musze, w niedziele na Mszy Sw na slamsach male dziecko dalo mi cukierka, to jest wazne, bo tu dzieci pierwsze wyciagaja rece, zeby im dac. A ja otrzymuje od dziecka jego smakolyk.

Pozdrawiam

Jak ja bym chciala juz mowic w ich jezyku. Duzo smiechu w moim kroczeniu w ta strone, ja sie smieje, ze oni sie predzej naucza polskiego niz ja peruwianskiego:)

Pierwsza niedziela w Piura, pierwsza Msza Sw na slamsach.


12.10.08


Jestem tu juz pare dni co raz bardziej poznaje tu zycie i tych ludzi, z kazdym dniem staja sie mi bliscy, z kazdym dniem co raz bardziej ich rozumiem.

Dzis Ksiadz Piotr przedstawil nas calej parafi na Mszach Sw. Juz wszyscy nas znaja a ja wiekszosci nie. Na Mszy Sw kobieta dala mi niemowlaka do potrzymania cos mowila ale ja jej nie zrozumialam, chyba chodzilo o to ze dziecko placze, po chwili przyszla mama i wziela je ode mnie.




Pierwszy raz uczestniczylam we Mszy Sw na slamsach ale nie wiem........ Oltarz stol pozyczony, powbijane kolki, czerwony material, ktory wczesniej czyscilysmy, worki, balony i taki lancuch, jaki robi sie na choinke w Boze Narodzenie. Dzieci na piasku ja wsrod nich, dorosli na krzeslach, psy pod krzeslami, domki wokol. A wsrod tego wszystkiego podniesienie Boze cialo i krew w gorze, czy Bog tu jest blizej ziemi i ludzi nie wiem. Mysle ze chacial tu byc. Oni nie przyszli do Niego, On przyszedl do nich. Doslownie Msze sa organizowane w Bosconi, ale Ci ludzie z tego miejsca slamsow nie przychodza, wiec Msza zostala zrobiona pod ich domami. Jesli nie wszyscy przyszli to ogladali z daleka, moze kiedys przyjda?









A tu jest Ksiadz Piotr i jego ambona.



Przed Msza Sw taki znany przez wszystkich „Ewangelista” wyszedl i zaczol krzyczec na caly glos, nie wiem co krzyczal, ale Ksiadz powiedzial mi historie, ze kiedys wspomniany Ewangelista przebral sie za Ksiedza i dostal za to lanie od chlopakow ze slamsow. Na slamsach jest taki glosnik przez, ktory sa oglaszane rozne informacje, i ten Ewangelista wykupil jakis czas w ciagu dnia, z samego rana slychac jak nadaje jakies modly czy co???
O tym czlowieku tutaj mowi sie z lekim usmiechem na twarzy. Troche jest dziwny, nie wiadomo czego sie mozna po nim spodziewac.

Po Mszy Sw byly zajecia dla dzieci, bylo ich duzo nie wiem ile, chyba ponad 50. Agnieszka mowila ze malo dzieci przyszlo potrafi przyjsc wiecej. Zlapac sie tylko za glowe skad one sie biora..... Zabawy wyszly spontanicznie nic nie zaplanowalysmy wczesniej, poniewaz w planach byla tylko Msza Sw. Dzieci domagaly sie gier. Tak wiec dla duzych dzieci cos sie znalazlo a maluchy zostaly odsuniete na bok i mialy ogladac jak bawia sie starsi. Nie chcialam tych maluchow zostawiac samych i wzielam je, zrobilismy kolo i gralismy w „Onse madonse flore” wiedzialam, ze Agnieszka Jaroszewicz wczesniej je tego uczyla, wiec latwiej mi bylo wprowadzic gre, w ktora juz grali. Ja z nimi gram, a dzieciaki przychodza i wieszaja mi sie na szyji.... aaaa jeszcze zyje:) W zyciu nie bylam tak wycalowana, przytulana i trzymana za rece. Ja przyjechalam im dac siebie a wiecej otrzymuje od nich, tyle gestow dobroci, milosci.

Gra sie skonczyla dla kazdego cos slodkiego, dostalam batony do podzielenia dla tych maluchow, dzieci wiecej niz batonow i caly czas dochodza. Biore i lamie kazdy baton po kolej i mam nadzieje, ze starczy dla wszystkich niechce nikogo przeoczyc, omylic. Jestem ogolnym widowiskiem gringa stojaca meczy sie z otwarciem kazdego batona a pozniej lamie, wokol pelno dzieci i dorosli przyszli, mowia cos do mnie, a ja sobie mysle co sobie moga myslec. Coz.... polamalam i chyba wszyscy dostali, nawet dorosla kobieta stojaca w poblizu, tez jest dzieckiem:)

Nagle gdzies dalego przed nami zaczeki sie bic, zbieramy sie, dziecko do mnie podbiega i mowi zebym sie nie przestraszyla. Kochane sa te dzieci. Ja jestem bezpieczna, ja sobie pojde do Bosconi otoczonej murem, a one? Zostana tu na slamsachm i one widza duzo wiecej ode mnie. Male dzieci z Piura. Idziemy robie zdjecia w pewnym momencie krzyk w moja stone Aneta schowaj aparat. Coz chowam za bardzo rzucam sie w oczy i to jeszcze z tym aparatem.


To jest ten moment w ktorym chowam aparat i droga, na ktorej trzeba uwazac. Te motorki sa bardzo popularne w Piura.


Wracam do Bosconi gram w kosza, dawno nie gralam. Robie wiele rzeczy, ktorych wczesniej nie robilam. Konczymy musimy juz isc zegnamy sie z nimi oni tak mowia pod nosem adios, hasta luego. W momencie kiedy krzycze pozdrowienie slamsow krzyk i radosc. Duzo robi gdy ktos mowi w Twoim jezyku, ten czlowiek staje sie swoj.

Na kolacje robimy naslesniki, pycha:) cos polskiego.

Nalesnikowe Dobranoc

Z Bogiem i tylko z Nim!

sobota, 11 października 2008

U mnie jeszcze sobota, a u Was juz niedziela:)

Dzis sobota troche wolniejszy dzien ale tylko z pozoru. Rano wstalysmy wzielysmy sie za przygotowywanie do Mszy Sw na niedziele, znalazlam troche czasu na pisanie bloga, nauke i juz obiad. Ups zapomnialam przed obiadem laczylismy sie z Salezjanskim Osrodkiem Misyjnym w Warszawie. Wciaz nie moge uwierzyc ze tu jestem, a kiedys bylam tam. Tu-tam, tam-tu. Mysle ze jesli bardzo pragniecie i jest to szczere pragnienie tez tu bedziecie:)
No ale przed tym ........................dluga droga, ktora zleci bardzo szybko:)
Jej niesamowite, Gosia, wolontariusze, Ks Dyrektor, Agnieszka, Zuzia. Jestescie kochani i niesamowici.
Po obiedzie, bo byl obiad. Byly takie olimbiady. Dostalam do obslugi line-soga i dziewczyne z duza cierpliwoscia zeby mi tlumaczyc:) Sa tu organizowane rozne konkurencje, za ktore wygrana sa boskos - takie niby pieniazki (zbiera sie je i pozniej wymienia na jakas rzecz). Dzieci bylo mnustwo nie wiem skad sie braly, w pewnym momencie chyba byla ponad 20 gotowych skakac przez line. Ustwil sie rzad dzieci i seniorita mowi "uno, dos, tres...!" i dzieci skacza jak male zabki.
Jedno dziecko mi sie troche dzis skaleczylo, ciezko tu upilnowac na glowie biegajace wokol dzieci. Agnieszka byla w poblizu wiec mi pomogla. Wogole po tym dziecku trudno bylo poznac ze cos mu jest, nic nie plakalo tylko chodzilo i machalo raczka.
Po zajeciach w oratorium popludnoiowym poszlysmy na slamsy uzgodnic jutrzejsza Msze Sw. z ludzmi. Podoba mi sie to, ze probuje sie zaangazowac tych ludzi do przygotowan, zeby mogli poczuc, ze to jest ich.
Pozno wracalysmy, ale byl z nami chlopiec, ze slamsow to daje bezpieczenstwo.
Kolacja i siedze teraz przed komputerem nadrabiam zaleglosci.
Tu w osrodku sa takie dwa psy jeden czarny, ktorego nazwalam Peruano i z nim bede mowic po peruwiansku i drugi taki rudy, brazowy i troche czarny i pasemko blond sie znajdzie, z ktorym bede rozmawiac po polsku, zeby nie zapomniec polskiego;) A ze te psy caly czas za mna chodza to z nimi rozmawiam.
Koncze juz, bo jest pozno a czeka mnie jeszcze spacer do pokoju i sen.
Pozdrawiam Was! i nie bede mowic dobranoc tylko dzien dobry bo u Was 6 rano dochodzi.
Bozej niedzieli!

Witajcie!!!

10.10.08

Witajcie

Jestem troszke przeziebiona jak wczesniej wspominalam, ale z kazdym dniem coraz lepiej. Tutaj sie wstaje tak zeby zdarzyc na 6.15 na medytacje. Ja lubie sie myc rano ale w cieplej wodzie niestety Ci ktorzy mysla o Piura musza przygotawac sie na porany zimny prysznic. Mi nie przychodzi latwo ale coz wstaje i ide. Trzeba, dzien u mnie zaczyna sie od zimnego prysznica.

Caly czas sie przelamuje, ciezko mi sie przestawic na te jedzenie, staram sie. Lubie ryz, ale do ryzu w Peru dodaja jakas przyprawe, ktorej nie moge strawic, czasem mi sie wydaje ze do kazdej potrawy dodaja ta sama przyprawe, wszystko wydaje mi sie o tym samym smaku. Dzis bylam tak glodna ze przyszlam i nalalam sobie odruchowo taki talerz zupy, ale gdy sprobowalam........ Ile moglam zjadlam, okazalo sie ze to byla zupa na rybie, jest to bardzo dziwny smak i do przyjemnych nie nalezy. I sie meczylam:)

Dzis chlopiec ze szkoly zawodowej w Bosconi obcial sobie prawie reke, chcieli mu aputowac prawie wszystkie palce, ale Ksiadz zabral go do kliniki tam udalo sie ocalic palce, w pewnej wiekszej czesci. Jak sie okazalo to jest chlopiec z poprawczaka dla ktorego ta szkola jest ostatnia szansa na zycie. W momencie kiedy obcial sobie palce u prawej reki, cala jego przyszlosc zostala pod znakiem zapytania. Tutaj nie ma pracy, a dzeciom z poprawczaka o wiele trudniej tu zyc.

Dzis po raz drugi bylam na slamsach. Roznosilismy ulotki, w niedziele ma byc msza posrod slamsow, piaskow i biedy. Chodzilam z Danem i zapraszalam ludzi na Msze Sw. Chlopcy Dan i jego kolega ze slamsow zaczeli mnie uczyc zargonu slamsow. Maja cierpliwosc do mnie, zeby mi wytlumaczyc, a kiedy juz nie maja pomyslow i sily mi tlumaczyc mowia „O Dios!” – „O Boze!”. Na slamsach dzieci wychodza witaja mnie, dzis chlpczyk wybiega mysli ze to Agnieszka, ktora musiala wyjechac, krzyczy „Agnieszka!, Agnieszka!” a tu nie Agnieszka, niespodzianka i smiech. Chcialabym robic zdjecia, lecz na slamsy dzis poszlysmy same bez ksiedza Piotra i wieczorem o tej porze lepiej nie brac ze soba aparatu.

Duzo tu jest zajec ruchowych i tak czesto gram z dziecmi w siatke, macham lina, zeby mogli sobie skakac.

Dzieci tu sa bardzo otwarte i prostolinijne, jesli Cie lubia odrazu to okaza, a jak im nie przypadlas do gustu to tez odrazu mozna to zauwazyc.

Tutaj jest tak, ze Boskonia to jak bez ludna wyspa na morzu potrzeb. Boskonia zostala wybudowana na pustyni a teraz na okolo sa slamsy. Bosconia fajny osrodek mozna tu sie zamknac jak w cudownym zamku i siedziec jak ksiezniczka, lub krolewna na swym tronie. Ja tak niechce ucze sie jezyka i chce wychodzic na zewnatrz na slamsy i starac sie dac im jak najwiecej.

Pierwszy dzien w Piura

9.10.08
Juz godzina 10.31 a w Polsce 5.31, chyba udalo mi sie przestawic na czas peruwianski. Nie czuje takiej sennosci jak na poczatku.

Dziekuje, ze piszecie do mnie, dziekuje, ze czytacie bloga. Widze w tym sens, zeby siadac wieczorem i pisac.

Dzis moj pierwszy dzien w Piura. Poznalam dzieci w oratorium porannym i popoludniowym. Dzieci sa strasznie kochane od razu rzucaja sie na szyje, nie mozna sie od nich uwolnic, bez przerwy gdzies ponad 30-dziestka dzieci wola na zmiane „seniorita Aneta! Seniorita Ania!” Przedstawilam sie dzis im i powiedzialam ze znam troche hiszpanski od razu otoczyla mnie grupa dzieci gotowych od zaraz mnie uczyc. Smiesznie, pytaja mnie jakie jezyki znam, dowiedziawszy sie ze znam troche angielski, zaczeli wykorzystywac swoj angielski, ktory raczej nie jest angielskim z wymowy, wiec siedze i mysle co oni do mnie mowia czy mowia po hiszpansku, czy to jest ten angielski o innej wymowie. Chwilami jestem zakrecona jak ruski sloik. Smiesznie kiedy zegnaja sie po angielsku ich angielsku. A tak wogole to niektorzy znaja pare slowek po polsku, jak milo – to szkola Agnieszki Jaroszewicz. Dziewczyniki juz obtarowaly mnie prezentami: brazoletka i naklejka (dzieciece skarby). Tu daje sie prezenty bez okazji – to mi sie podoba:) dosłownie to bez okazji.

Staraszanie mi sie tu podoba Ci ludzie mnie zaskakuja, jak sie okazalo w czwartki kobiety maja takie spotkania, na ktorych robia na drutach, szydelkuja, pieka ciasta – mniam mniam, chodzilam dzis i przypadkiem mnie zawolali zapraszajac na sprobowanie. Tu jest tak ze przychodzi nauczycielka i uczy piec ciast innych kobiet, po przez praktyke. Tu jest niesamowicie ludzie potrafia sie fajnie zoorganizowac, sami.

Lecz nie wszystko jest kolorowe, tu sa dziewczyny ......... i chyba sa troszke zazdrosne. Ale moze uda mi sie to zmienic. Mam na to rok. Jadlam dzis z nimi posilek i podali taki ryz za ktorym nie przepadam, ale sobie w mysli mowie nie dam im kolejnego powodu do obgadywania. Zazdrosc chyba jest znajoma nam wszystkim. I strasznie niszczy kontakty miedzy ludzmi. Mysle, ze duzo tez zalezy od drugiej osoby, ona musi cos zrozumiec.

Dzieci non stop mnie pytaja ile mam lat kiedy slysza ze 23 (tak mam 23 lata ;) tu w Peru powinnam miec conajmniej piatke dzieci, w tym wieku. Wiec mialam rozne pytania „czy mam meza? Czy mam dzieci?”

Dzis bylam pierwszy raz na slamsach i ....... to jest trudne doswiadczenie poplakalam sie, nie bylo swiatla wiec nie zauwazyli, oni nie maja nic nawet domu, bo to w czym mieszkaja nie jest domem. Sprobujcie wziac tatarak suszony w polsce posplatac go i z tego bedzie sciana moze i na dach starczy a jak nie to nie ma dachu, czasem nie zawsze i na sciane starczy. Nie ma podlogi, za podloge sluzy piasek, ubity. W zimne noce cieplo daje rozpalone ognisko po srodku. Tak wyglada nedza. Weszlismy dzis do takiej chatki przywitala nas kobieta z 2 tygodnowym dzieckim na rekach – jedno mi przyszlo do glowy jak w takich warunkach moze zyc noworodek?

Sa tez troche lepiej wygladajace domy, z kartonow, plyty, tektury wielkosci przypominajacej polskie garaze, lecz polskie garaze wygladaj o 100 kroc lepiej.

Przyjazd do Piura

Bardzo milo przyjal nas Ks Piotr, nawet spiewal po polsku. Ks jest tak fajny ze stara sie mowic do mnie po polsku, zaraz konczy po hiszpansku, ale liczy sie ten trud. Dzis Ksiadz byl bardzo zadowolony mial dobry humor opowiadal cos o krolikach i indykach, wtedy nie rozumialam o co chodzi, ale pozniej Ksiadz Piotr zabral nas na wystwe szkol, gdzie tez uczestniczyla szkola z Bosconi. Widac ze Ksiadz byl zadowolony i mial fajny pomysl wzial kroliki kury i zrobil wystawe zwierzat zeby przyciagnac dzieci, udalo sie dzieci bylo pelno:)

Ksiadz opowiedzial historie Ksiedza Bosco „ Ksiadz Bosco u fryzjera” Ksiadz Bosco poszedl do fryzjera sie ogolic, od razu Szef fryzjer chce go ogolic, lecz Ks Bosco prosi zeby jego uczen go ogolil. Uczen ogolil, ale przy tym pocial Ks Bosco. Nastepnym razem znow Ks Bosco idzie do fryzjera, znowu do tego samego chlopca, ogolil go juz troche mniej przy tym go pocial. Okazalo sie pozniej ze ten uczen byl najlepszym fryzjerem w miescie. Znaczy to ze trzeba dac szanse i czlowiek uczy sie na bledach. Po tym jak Ksiadz Piotr nam to opowiedzial wydarzyla sie nastepujaca sytuacja...... ktora mowi sama za siebie.

Wszystko bylo piekne ja wkoncu odetchnelam po Limie, po podrozy, slychac muzyke i ludzie sie smieja, az tu nagle Ksiadz Piotr krzyczy „Agnieszka!” ja patrze i ide, poruszenie Ksiadz szybko zbiera rzeczy, okazalo sie ze ukradziono utarg z calego dnia. Zaczelismy szybko zbierac rzeczy pilnowac komputer i przedluzacze, wszystko moze zginac. Pomagam nosze klatki z krolikami. Pilnuje zeby nic wiecej nie zginelo, jedna z nas stoi przy samochodzie druga pomaga nosic trzecia stoi przy wystawie (czyli ja). Pieniedzy nie upilnowala dziewczynka.
Trudo tutaj upilnowac pieniedze kiedy przez caly dzien stoja i mysla jak tu ukrasc i tylk czekaja chwili nieuwagi.

Ks po calym zdarzeniu kiedy wszystko zebralismy i wrocilismy do domu, pokazal nam cala gospodarke kroliki, swinki, kury. Fajne:) Kroliki w kaltkach sa umieszczone w powietrzu na lancuchach. Kaltki te maja takie pojemiki ze jak krolica ma sie kocic to w tym ciemnym pojemiku robi gniazdo, czyli zostawia siersc. Widzialam takie mlode kroliki:)

środa, 8 października 2008

Nadzieja - Piura

Dzis rano po 14 godzinej podrozy autobusem jestem w Piura moge odetchnac tu jest lepiej bezpieczniej. Przerazilam sie Lima, tym co zobaczylam. Obra Social Bosconia w Piura to oaza na pustyni. Tu ludzie sie usmiechaja, a w Limie na ulicy sa strasznie powazni. Tu slychac muzyke gdzis w oddali, gdy siedze w pokuju. Tu dzieci przychodza i witaja sie ze mna.

W Limie po przyjezdzie nie swiadomnie szukalam czastki Polski, czastke domu jakas namiastke nie znalazlam jej. Po przyjezdzie do Piura wchodzimy do pokoju gdzie przez rok bedziemy mieszkac, a tam kwiaty i kartka z napisem "Anetka i Ania witajcie w domu".

Czuje sie dobrze, zobaczymy jak dalej.

Pozdrawiam

Ps Dziwnie jest pisac bloga, kiedy w domu(Polsce) polnoc a tu dopiero popoludnie 17 godzina, widno na dworze, peruwinczycy sa przy swoich codziennych czynnosciach.

Glupia Europejka!

Po trzech dniach przebytych w Limie widze i dostrzegam ile bledow zrobilam podczas podrozy. Jak glupia Polka z Europy z misja przyjechala i ze tknela sie z rzeczywistoscia, ktora przygniata.


Na przyklad zasniecie w poczekalni na lotniku. Czekajac na samolot do Limy, Ania poszla sobie cos kupic do jedzenia moim zadaniem bylo pilnowanie rzeczy np. laptopa, aparatu itp. Po 24 godzinach podrozy siedzialam i walczylam ze snem, lecz mino wszystko oczy sie zamknely i film mi sie urwal, wybudzily mnie slowa Ani "Anetka!" Uff dzieki Bogu nic nie zginelo.

Lima mi uswiadomila ze wystarczy sekunda zeby nie miec zegarka, druga sekunda, zeby nie miec pieniedzy. Nie wazne czy jedziesz taksowka, sa zdolni do tego zeby wybic szybe i wyrwac torebke. Nie sa dla nich przeszkoda obcisle kieszenie. Jesli upatrza sobie Ciebie i tak Cie okradna, sa jak lwy a czlowiek okradziony to ofiara. Straszne, trzeba tylko chodzic, uwazac i nie przejmowac sie kiedys przyjdzie ten dzien, ze Cie okradna. Wazne nie nosic przy sobie duzych sum pieniedzy, nie wyjmowac aparatu w taksowce kiedy czeka na czerwonym swietle, nie poruszac sie w dzielnice, ktore sa niebezpieczne. Nie nosic zegarka na reku, pieniedzy w kieszeni.
Ucze sie tego. Lima inny swiat tu sie nie pytaja czy masz? czy dasz? biora sami bez pytania.
Kradna to potrafia nie wiem czy najlepiej.

wtorek, 7 października 2008

Lima

Chcialam Wam napisac ze tu jest calkiem inaczej niz w Polsce, calkiem inaczje niz sobie wyobrazalam, calkiem inaczej opisane w biurze podrozy i calkiem inaczej opowiadali Ci co tu byli. Moze poprostu kazdy odbiera to miejsce indywidualnie na swoj sposob, na swoj indywidualny sposob uczy sie tu zyc. Mowia, ze nie moge tego miejsca porownywac do Europy to jest Ameryka Poudniowa - inny swiat.

Przezywam szok kulturowy, chyba tak to sie nazywa. Musze uczyc sie tego miejsca uczyc sie w nim funkcjonowac i zyc. Musze wiedziec kiedy w jakim momencie przejsc przez ulice, zeby nie zostac potracona przez samochod. Pierwszego dnia przechodzilam przez dwujezdnowa szose, wlasciewie zeby gdziekolwiek isc trzeba przechodzic przez ta droge ktora jezdza rozpedzone taksowki non stop trabiace, busy, z ktorych wychyla sie czlowieczek i krzyczy po hiszpansku czy chemy jechac. Busy te smigaja co chwila, co chwila ktos sie wychyla i krzyczy. Mozna napisac ksiazke i nie odda tego wszystkiego co tu sie dzieje.

Podroz nasz trwala ponad 30 godzin i dzis wieczorem jedziemy dalej do Piura 14 godzin autobusem o Europejskich standardach. Jak to jest tu jest wszystko wymiejszane.

Ulica

Na ulicy toczy sie zycie, a moze walka o zycie. Ludzie chodza roznie ubranie noramalnie po europiejsku w dzielnicach bardziej turystycznych, a w inne dzielnice turysta raczej sie nie zapuszcza, nalezy to do zadkosci. W innych dzielnicach chodza skromniej ubrani widac ze ubranie jest gorsze. Na ulicy jest glosno, trabienie taksowek, ludzie sprzedajacy jakies kanapki na wynos, dzis widzialam kobiete stojaca i krojaca ananasa na sprzedaz, bardzo czesty jest widok chlpcow, ktorzy maja swoje skrzyneczki i czysza buty. Dwa razy widzialam jak chlopiec czyscil buty policjantowi. Wiem, ze to jest ich jedyny sposob utrzymania, dlaczego nie mozna nic zrobic? Pomoc? Na ulicy stoja ludzie z kartkami papieru pytalam sie po co on tak stoja. Oni pomagaj busom pisza w jakiej odleglosci jest jeden bus od drugiego ile ludzi nim jechalo. Ciekawe rozwiazanie, nawet niepelnosprawny pan na wozku znalazl dla siebie tu zajecie, spotkalam takiego pan siedzacego z kartka nadjezdza bus krzyczy do niego i odjezdza. Praca

Teraz nie mam duzo czasu zeby pisac, zalatwiamy sprawy tu w Limie i szykujemy sie dalej w droge.

Pozdrawiam

Zycie tu jest naprawde ciezkie i chyba to mozna nazwac zyciem.

poniedziałek, 6 października 2008

Podroz nie nalezala do latwych

Na poczatek przepraszam ale niestety nie ma tu polskich znakow. Mam nadzieje ze bedzie to w miare czytelne.



Pozegnanie w Warszawie z rodzina zbliskimi w ta podroz lecicie ze mna, dziekuje ze jestescie.



Lot Warszawa - Londyn.



Lece sobie samolotem patrze przez okno kabiny przedemna, za mna niekonczoncy sie horyzont. Wokol czysty blekit zlewajacy sie z biela. Podemna ziemia, czy to jeszcze Polska, czy Niemcy? Nie wiem. Wysoko jest, bardzo wysoko, widac domki osiedla, wielkie balwany chmur, dziwne jest uczucie patrzec na chmury z gory, kiedy zawsze patrzylam podnoszac glowe do gory.



Dokad lece nie wiem, w nieznane. W tym wszystkim czuje sie bezpieczna nawet tu wysoko w gorze. Moze czlowiek jest tu blizej nieba.



Super widoki przed chwilka przelecial taki prad chmur jakby pociag przejezdzal. Inny swiat tu na gorze. Morze chmur pod moimi stopami.



Pora zejsc na ziemie:)

Po wyladowaniu w Londynie mialysmy niezla przygode, a ja "lekki" szok. Moja torba wyjechala na tasme bagazowa rozerwana na pol, rzeczy rozrzucone na bok. Odruchowo zaczelam szybko sciagac, zbierac. Stalam i patrzylam jak to mozliwe. Torba wyladowala w koszu na smieci i zaczelysmy szukac jakiegos rozwiazania. Rzeczy byly za ciezkie zeby wziasc je jako bagaz podreczny. Koniec koncem kupilam torbe, ktora udalo sie w miare niedrogo i szybko znalezc. "Ktos" nad tym wszystkim czuwal, poniewa odrazu znalazlysmy odpoiedni transport oraz w miare szybko znalazlysmy sie na Heatrow (pisze my poniewaz jade z Ania, ktora razem ze mna bedzie pracowac w Piura)



London - Maiami



Prawie polowa drogi za nami, na wyswietlaczu pokladowym mamy 5 godzin do Maiami, a w podrozy jestesmy 12 godzin. W tej chwili znajdujemy sie nad oceanem atlantyckim. Ania spi a ja slucham muzyki nagranej przez mojego Kostilka Dzieki;)



Samolot jest ogromny w zyciu takiego nie widzialam. Ma poklad gorny i dolny, rozne klasy. My siedzimy na samym koncu przy kibelkach w srodkowym rzedzie. Na jednym pokladzie jest 10 rzedow. Sa plusy siedzenia na koncu dostajemy pierwsze posilki:)



Wiecie w kazdym fotelu jest mini ekranik, w ktorym mozna ogladac film przez slochawki nie przeszkadzajac innym i jaki sie chce, jest wybor, tylko nie ma w jezyku polskim.



Wszystko jest dla mnie takie nowe ze dziwie sie jak male dziecko.



Co raz dalej jestem od domu i Polski z kazdym krokiem sie oddalam.



Patrze na ta cala technologie, cywilizacje niesamowite do kad nas to doprowadzi.



Przet startem Ania mnie sie pyta czy ubezpieczenie, ktore mamy obejmuje sprowadzeni zwlok do kraju Polski:) Nie ma to jak odpowiedni czas i miejsce na tekie slowa.



Chwalilam technologie a przed chwilka ogloszono ze przez jakis czas nie bedzie dzialal system tzn te telewizorki.



Tak wogole to tym samolotem to chyba z 500 osob leci. Duza odpowiedzialnosc na pilotach.
Pozdrawiam teraz to juz tylko do przodu nie ma odwrotu.

Rada dla wszystkich latajacych samolotami kupujcie, miejcie mocne torby. Oszczedzicie sobie troche stresu itp. Dla mnie nauczka na przyszlosc.

Maiami

Jak Wam kojarzy sie Maiami? bo mi z morzem, palmami, sloncem. Nas przywitalo zachmurzone niebo, z ktorego pozniej lal deszcz. Radosc z przybycia do Ameryki Polnocnej, Stanow Zjednoczonych szybko nam minela, odsylanie nas po inne formularze, sposob traktowania i pytania spowodowaly we mnie niechec do USA. Udalo sie nam wejsc na teren S.Z. i przejsc odprawe na samolot do Limy nawt 2 razy ale to juz w stanie przemeczenia.

Czekamy 3 godziny na samolot do Limy jest to 3 godzina polskiego czasu, w Stanach to 9 wieczorem. Jestesmy juz w podrozy prawie 24 godziny umeczone, padniete, niewyspane, ale sie nie poddajemy

wtorek, 30 września 2008

Posłanie w Turynie.

Dwa dni temu zostałam posłana ostatni, kolejny już raz. Każde z posłań było inne, ważne i potrzebne. Ważne dla mnie miejsca i osoby.

Ostatnie posłanie odbyło się na Valdocco w miejscu gdzie było założone pierwsze oratorium salezjańskie, czym sobie zasłużyłam, żeby tam być, ja tylko chciałam wyjechać na misje. Tylko a może aż? Posłał mnie sam następca św. Jana Bosco Generał ks. Pascual Chávez Villanueva. Niezwykły, a zarazem zwykły człowiek. Podczas przedstawienia posyłanych wolontariuszy, nastawiałam się na rozmowę po hiszpańsku, tym czasem powiedział do mnie zwykłe polskie dziękuję. Zaskoczyło mnie to:)

Po posłaniu podeszłam i podziękowałam mu po hiszpańsku. Czasem przychodzi taka myśl, której jeśli się nie zrealizuje jest trochę żal, i tak było tym razem, ale wcieliłam krążącą po głowie myśl.

Moment posłania, trzeba przeżyć. I życzę Wam jak najwięcej takich chwil bogatych w takie dobre przeżycia. Człowiek opowiada się tak konkretnie za czymś dobrym i tyle niesamowitych rzeczy dzieje się wokół.

Pierwszy raz leciałam samolotem, fajne widoki, ale wysokość też jest (może mniej fajna), najlepiej nie myślec o tym na ilu metrach lub kilometrach leci samolot. Dobrze wtedy mieć przy sobie dobrego rozmówcę.

W najbliszym czasie dołączę zdjęcia.

czwartek, 25 września 2008

SOM

SOM brzmi podobnie jak DOM i tak jest to jakby drugi dom, zawsze otwarty i ciepły.

Salezjański Ośrodek Misyjny mieści się w Warszawie, ale życie tam toczy się trochę innym rytmem niż większości Warszawiaków.

Żyjąc mieszkając w Ośrodku człowiek staje się częścią innego świata, to jakby stara szafa, która prowadzi do Narnii. W SOMie wszystko się zaczyna, tam rodzą się powołania misyjne, tam co miesiąc zjeżdża się grupa młodych ludzi z ideałami i pełnych wiary. SOM jest początkiem wyjazdów w ten nieznany misyjny świat. Przed wylotem każdy tam zawita otrzyma specjalne Boże błogosławieństwo Maryi Wspomożycielki Wiernych. A powracający Misjonarz, wolontariusz pierwsze kroki kieruje do SOMu.

Życie w SOMie wydaję się prostsze, ale tylko z pozoru, ponieważ jak to już komuś mówiłam to jest małe centrum dowodzenia gdzie zapadają decyzje zmieniające losy ludzi. Poważnie! Od tego czy np. projekt na budowę kuchni dla dzieci gdzieś na Madagaskarze dostanie dofinansowanie, zależy czy te dzieci będą mogły dostawać normalne posiłki, przy normalnym drewnianym stole. Normalne dla nas a dla nich???

Normalnie, a skąd się biorą pieniądze? Hm z nieba:) prawie, bo od ludzi, którzy może są jak te anioły, nie mają wiele a się dzielą tym co mają. Dziwny jest ten świat ten co ma bardzo mało odda i te mało dla tego co nie ma nic. Bez tych dobrych ludzi żaden projekt nie zostałby zrealizowany.

Ale cóż czasem, potrzebny jest ten zły żeby można zobaczyć dobro, potrzebny jest ten dobry żeby można zobaczyć zło. Ale o ile świat byłby inny ...?

Ośrodek żyje swoim rytmem godz 6.45 Msza św później medytacja i śniadanie, a wtedy toczą się najciekawsze rozmowy księży:))) Tylko nic nie pisnę ani słówkiem, bo chcę jeszcze wylecieć:) do Peru.

Później praca, tylko trzeba uważać bo przepracowanie grozi bólem brzucha i brakiem skupienia na nieszporach. Tak dosłownie "głupawki" od przepracowania są niebezpieczne dla tego co ją ma, a dla otoczenia jest kolejny powód do śmiechu:)

Ale żeby nie było, w Ośrodku jest dużo pracy i dla przypadkiem odwiedzającego wolontariusza zawsze się znajdzie jakieś zajęcie.

Chciałam jeszcze napisać słówko, że w SOMie pracuje taka siostra przez nas nazywana "Siostra od Aniołów", która podróżnego zawsze przywita pysznym bigosem, i słodkimi jak miód słowami.

Przebywając w Ośrodku, oraz uczestnicząc w weekendowych spotkaniach istnienie Boga jest tak oczywiste, że "głupie" i nie zrozumiałe wydają się słowa zaprzeczenia. Bogiem się oddycha, Bogiem się żyje.



Serce Salezjańskiego Ośrodka Misyjnego



Przebywając w Ośrodku można przeczytać coś takiego:



Refleksje z dwumiesięcznej pracy w Salezjańskim Ośrodku Misyjnym.

środa, 17 września 2008

Artykuł "Za dużo w nim Boga"

„W październiku wyjeżdżam do Peru na rok, 4 października, tak to jest wolontariat” te słowa odpowiedzi na zadawane mi pytania często padają z moich ust, ale jak się to zaczęło…


Z Międzynarodowym Wolontariatem Don Bosco zetknęłam się trzy lata temu. Stopniowo kroczek po kroczku poznawałam wolontariuszy, księży misjonarzy i całą idee wolontariatu misyjnego. W październiku zeszłego roku pomyślałam sobie, dlaczego nie ja, może też mogę tak jak inni pojechać na misje.


Podejmując decyzję rok temu czy mam przygotowywać się, a później wyjechać na misję. Stawiałam sobie jedno pytanie, po co ja tam jadę? Czy jadę tam dla własnych celów, jakiejś ciekawości, fascynacji kulturą, czy ten rok całkowicie oddaję innym i dla innych? Rozeznając swoje powołanie misyjne odrzuciłam ludzkie podejście, swoje wyobrażenia i zawierzyłam czas przygotowań i posługi w Peru Bogu.


Czas przygotowań zmienił moje podejście do paru spraw. Przez ten rok dawałam z siebie maksimum, żeby nauczyć się języka hiszpańskiego. Uczę się tego języka od niedawna i stąd pojawiają się we mnie pewne obawy czy dam radę. Na początku będzie ciężko, ale ważne to się nie poddawać tylko iść do przodu. Jeden z moich znajomych stwierdził, że ja chcę wyjechać tak po cichu bez rozgłosu, żeby jak najmniej szumu robić wokół siebie, i to była szczera prawda. Dostałam porządną lekcję przełamywania się, wychodzenia przed ludzi i po prostu mówienia o misjach, o Bogu, jego działa w moim życiu. Bardzo bliskie mi są słowa ewangelii


Mt 5,13-16

Wy jesteście solą dla ziemi. Lecz jeśli sól utraci swój smak, czymże ją posolić? Na nic się już nie przyda, chyba na wyrzucenie i podeptanie przez ludzi. Wy jesteście światłem świata. Nie może się ukryć miasto położone na górze. Nie zapala się też światła i nie stawia pod korcem, ale na świeczniku, aby świeciło wszystkim, którzy są w domu. Tak niech świeci wasze światło przed ludźmi, aby widzieli wasze dobre uczynki i chwalili Ojca waszego, który jest w niebie.”


Moje założenia dotyczące wyjazdu legły w gruzach i cieszę się z tego. Trzeba mówić o tym, co dobre, szczególnie, kiedy wokół słyszy się tak wiele złego. Musiałam do tego dojść sama. Tak, więc jeździłam na animacje, wychodziłam na ambonę i mówiłam tak jak potrafiłam.


Jestem studentką bez grosza przy duszy. Podejmując decyzję wiedziałam, że nie mam ani złotówki na bilet, który kosztuje w granicach 4 000 zł. Z nadzieję w sercu, jeśli mam jechać to pojadę. Zaczęłam szukać pomocy u rodziny, proboszcza i udało się coś uzbierać, ale to wciąż za mało. Ktoś rzucił hasło, żeby szukać sponsorów, ale nie, to nie dla mnie, dam radę, nie muszę chodzić i prosić, poradzę sobie. Z tą myślą zaczęłam pracować, jednak Bóg tak wszystko poukładał, że zostałam postawiona w sytuacji, która zmusiła mnie do tego, żeby zebrać się w sobie i iść prosić. Musiałam się przyznać sama przed sobą mnie nie stać, ale są osoby, które chcą pomóc. Dziękuję w tym miejscu osobom, dzięki którym staje się możliwe to, co na początku było zwykłym pragnieniem. Nie znam wszystkich osób, które mi pomagają, ale może te osoby w tej chwili czytają ten artykuł, z serca dziękuję!


Zastanawiam się jak mogę pomóc ludziom w Peru. Po za szukaniem sponsorów, które przynosi różne skutki, nie jestem w stanie pomóc finansowo. Chciałabym, żeby Ci ludzie uwierzyli, że nie liczy się kolor skóry status materialny, ale to, co człowiek ma w sercu.


Przed samym wyjazdem czuję w sercu spokój, mam świadomość trudności, jakie mnie czekają, ale przede wszystkim wiem, że Bóg nie posyła mnie samej, razem ze mną idzie Duch Święty. To jest Boże dzieło, do którego zostałam zaproszona na ten rok, postrzegam to jako wielki dar. Nie chcę nic popsuć, ale dać z siebie tyle ile potrafię. Dopinam wszystko na ostatni guzik, wyjeżdżam 4 października na rok do pracy z dziećmi i młodzieżą w oratoriach salezjańskich w Piura w tzw. czerwonej strefie, slumsów.


Aneta Więcek


Jeśli chcesz tak jak ja wyjechać na misje święte skontaktuj się z:


Międzynarodowy Wolontariat Don Bosco

ul. Korowodu 20
02-829 Warszawa
tel. 022 644-86-78

wolontariat@salezjanie.pl



Powyższy artykuł został przygotowany przeze mnie do publikacji, niestety nie zostanie umieszczony w całości tylko jego pewna wybrana część. Stwierdzono, że "Za dużo w nim Boga".